wtorek, 7 lutego 2017

Rozdział 3

Rozdział betowały: Rzan. i Katja dziękuję dziewczyny :)

Hermiona wyszła z autobusu, wyjęła walizkę z bagażnika i spojrzała na hotel, nie kryjąc zaskoczenia. Wyglądał jak wyjęty z obrazka. Wysoki budynek górował nad otaczającymi go polami golfowymi, ale najbardziej spodobały się jej kolory, którymi był pomalowany. Biało-beżowe ściany ładnie kontrastowały z czerwonym dachem. Ekstrawagancko powyginane balustrady na balkonach dodawały całości charakteru. Z folderu informacyjnego, który dostała w biurze podróży, wyczytała, że hotel Albatros składał się z kilku budynków, a pomiędzy nimi znajdował się basen. Już nie mogła się doczekać momentu, kiedy z czystym sumieniem będzie mogła wyciągnąć się na leżaku i opalając się, poczytać ulubioną książkę. Zapowiadały się dwa tygodnie beztroski w tym cudownym miejscu.
Nagle do jej uszu dobiegł dźwięk dziecięcego śmiechu. Zerknęła w tamtym kierunku i zobaczyła dwóch małych chłopców, ochlapujących się wzajemnie wodą z fontanny usytuowanej po lewej stronie podjazdu. Ona także robiła duże wrażenie, ponieważ z każdej strony była otoczona dopasowanymi kolorystycznie ławkami i flagami państwowymi. Za fontanną postawiono grubą granitową płytę z wygrawerowanym pośrodku napisem „ALBATROS”. Hermiona mimowolnie się uśmiechnęła, widząc poczynania chłopców, którzy mimo nawoływań rodziców nie zamierzali kończyć zabawy. Wyglądali tak, jakby dopiero się rozkręcali.
Kobieta zachichotała i przeniosła wzrok na główne wejście, gdzie tłoczyli się nowo przybyli turyści. Postanowiła poczekać, aż tłum się zmniejszy, i dopiero wtedy wejść do środka. Szczerze mówiąc, wolała popatrzeć na piękne widoki, niż przeciskać się do recepcji. Ludzie przechodzili obok niej, dlatego wzięła swoją walizkę i stanęła z boku, skąd bez problemu mogła podziwiać otoczenie. Minuty mijały, a kolejka w wejściu wydawała się coraz większa. Chcąc czymś zająć myśli, wyjęła z torebki folder z biura podróży i zaczęła go przeglądać.
Nie była świadoma tego, że w jej kierunku zmierza pewien mężczyzna. Przyglądał się jej od dłuższego czasu i wreszcie postanowił podejść bliżej. Kiedy dzieliło ich nie mniej niż metr, stanął tuż za nią i zajrzał jej przez ramię. Ona wydawała się w ogóle go nie dostrzegać.
— Wygląda tak samo jak na zdjęciu, prawda? — zagadnął.
Hermiona gwałtownie podskoczyła, upuszczając przy okazji folder na ziemię. Złapała się za serce, które przysłowiowo o mało nie wyskoczyło jej z piersi, i rzuciła w kierunku mężczyzny mordercze spojrzenie.
— Wystraszyłeś mnie na śmierć! — jęknęła, z trudem łapiąc oddech.
— Przepraszam, naprawdę nie chciałem.
Prychnęła. Nie wyglądał na skruszonego. Wręcz przeciwnie, emanował pewnością siebie. Oparł się nonszalancko o swoją walizkę i zerkał na nią przez okulary przeciwsłoneczne, uśmiechając się lekko. Miała wrażenie, że gdzieś go już widziała. Ta hawajska koszula mignęła jej dzisiaj przed oczami, ale nie miała pojęcia, gdzie.
— Jasne, jakoś w to nie wierzę — oświadczyła.
— Oj, przestań, w sumie nic wielkiego się nie stało. Widzę, że masz się całkiem nieźle, a trochę adrenaliny nikomu nie zaszkodziło, więc nie masz się co martwić.
Przewróciła oczami, schyliła się po przewodnik i zaczęła go kartkować.
— Pocieszyciel się znalazł — mruknęła pod nosem.
Mężczyzna popatrzył na nią z zainteresowaniem. Wyglądała tak, jakby chciała go spławić, ale nie z nim takie numery. Zazwyczaj kobiety zabiegały o jego uwagę, ale z nią było zupełnie inaczej. Skupiła się na czytanej stronie i zapomniała o całym świecie. Tak samo zachowywała się, kiedy jechali do hotelu.
— Widziałem cię w autobusie — powiedział po chwili.
Znowu na niego spojrzała, ale nie odezwała się ani słowem, dlatego kontynuował:
— Wnioskuję, że jesteś tutaj sama, bo nie widziałem żadnego faceta kręcącego się wokół siebie. W sumie to dziwne, że taka kobieta przyjechała na Teneryfę samotnie. Nie boisz się, że faceci nie dadzą ci spokoju?
Westchnęła i zamknęła przewodnik, po czym popatrzyła mu prosto w oczy.
— Przyjechałam tutaj, żeby odpocząć po ciężkim roku w pracy, a jeśli chodzi o facetów, to miałam nadzieję, że dadzą mi spokój i będę mogła spędzić ten urlop tak, jak zechcę, ale najwidoczniej nie jest mi to pisane, bo niecałe dwadzieścia minut po przyjeździe do hotelu już jeden z nich mnie zaczepił!
Mężczyzna uśmiechnął się szerzej i zdjął okulary. Zauważyła jego zielone tęczówki, ale w tym momencie była zbyt wzburzona, żeby się nimi zachwycać, chociaż musiała przyznać, że miały swój urok.
— Powinnaś czuć się wyróżniona. Zazwyczaj nie rozmawiam z nieznajomymi kobietami, ale ty wydałaś mi się bardzo interesująca. Masz w sobie coś ciekawego.
Hermiona założyła ręce pod boki i stanęła bliżej niego.
— Ach tak? Co jest we mnie takiego wyjątkowego? Może to, że nie ślinię się na widok wszystkich obecnych tu facetów? — zapytała, siląc się na ironię.
Zaśmiał się krótko.
— Jesteś taka… tajemnicza. Kiedy jechaliśmy z lotniska, cały czas patrzyłaś w okno i podziwiałaś piękne widoki. A teraz stoisz na uboczu i patrzysz na hotel z taką pasją i ciekawością, że aż ma się ochotę do ciebie podejść i zagadać. Bardzo często podróżuję, ale nigdy nie widziałem kogoś takiego jak ty.
— Och.
Spojrzał na nią z zaskoczeniem.
— Spodziewałem się bardziej elokwentnej odpowiedzi.
Hermiona zaśmiała się nerwowo i momentalnie poczuła, że jej policzki płoną. Miała cichą nadzieję, że jej rozmówca tego nie zauważył.
— Po prostu jestem zaskoczona, tym, co powiedziałeś — odpowiedziała cicho.
Machnął ręką, jakby nic się nie stało.
— Zazwyczaj taka nie jestem, ale te ostatnie dwa dni dały mi nieźle w kość i dlatego tak wybucham — wyjaśniła.
Wzruszył ramionami.
— Los nie zawsze jest dla nas łaskawy, ale nie ma sensu się zadręczać. Było, minęło. W sumie zawsze możemy zacząć od nowa. Co ty na to? — zaproponował.
Popatrzyła na niego badawczo i uśmiechnęła się lekko.
— Jestem za.
Słysząc jej słowa, wyprostował się i wyciągnął rękę przed siebie.
— Matt Anderson, ale znajomi mówią do mnie Mateo. Bardzo miło mi panią poznać — powiedział oficjalnym tonem.
— Hermiona Granger — odpowiedziała wesoło, ściskając lekko jego dłoń.
Popatrzyli sobie w oczy i nagle w tym samym momencie zerknęli w stronę drzwi do hotelu. Tłum wyraźnie zmalał i gdyby chcieli, mogliby bez większych problemów znaleźć się w środku.
— Wygląda na to, że kryzys zażegnany, więc może wejdziemy? — zapytał mężczyzna.
Hermiona nie wahała się ani chwili. Objęła ręką rączkę walizki, skinęła szybko głową i dziarskim krokiem przeszła w stronę drzwi. Matt podążył za nią. Wchodząc, rozejrzeli się dokładnie. Przy kontuarze stało jeszcze kilka osób, więc nie widzieli sensu się spieszyć, zatrzymali się przy ścianie. Hermiona objęła wzrokiem cały parter. Recepcja, dwie windy i schody znajdowały się w każdym hotelu, więc w ogóle nie była zdziwiona znalezieniem ich tuż przy drzwiach. Jednak gdy poczuła zapach jedzenia dobiegający z restauracji, od razu zgłodniała. W pierwszej chwili zapragnęła natychmiast tam się udać, ale wiedziała, że najpierw powinna się zameldować i odświeżyć się po podróży.
Usłyszała, że ktoś ją woła i zerknęła w tamtym kierunku. Matt stał przy recepcji i machał do niej ręką. Podeszła do niego i uśmiechnęła się lekko.
— Zaraz nasza kolej. Jeśli chcesz, możesz iść pierwsza — zaproponował.
W odpowiedzi pokręciła głową.
— Nie trzeba, poczekam, ale dziękuję za propozycję.
— Na pewno? — dopytywał.
— Tak. Idź pierwszy — powiedziała.
Uśmiechnął się lekko i odwrócił się w stronę blondynki. Kobieta wyglądała bardzo młodo, a szeroki uśmiech nie schodził z jej ust. Hermiona miała wrażenie, że zachowuje się tak na widok Matta. Zresztą nie ona jedna. Dwie dziewczyny stojące w kolejce co chwila na niego zerkały i próbowały zwrócić na siebie jego uwagę. Jednak on całkowicie ich ignorował, bo aktualnie był zajęty flirtowaniem z pracownicą hotelu. Hermiona podeszła bliżej, nadstawiając uszu.
— Taka piękna kobieta jak ty — zaczął, zerkając na plakietkę z imieniem „Jose” — Jose, nie powinna być jedynie recepcjonistką. Wyglądasz na inteligentną osobę i zapewne wielu pracodawców chciałoby cię mieć w swojej firmie. Jaką szkołę skończyłaś? Czekaj, nie mów, sam zgadnę. To pewnie coś, w czym się czujesz dobrze, typu marketing albo zarządzanie…
Zaśmiała się nerwowo.
— Właściwie nie mam nawet matury — wyjaśniła. — Mój ojciec jest właścicielem tego hotelu i dlatego tutaj pracuję. Nigdy nie myślałam o kończeniu studiów. Mój tata zapewnia mojej rodzinie zabezpieczenie finansowe i w sumie bardzo mi to odpowiada.
Hermiona próbowała stłumić wybuch śmiechu, ale niestety bez powodzenia. Spojrzała na Matta, który zszokowany otworzył szeroko oczy. Jego reakcja rozśmieszyła kobietę jeszcze bardziej. Podejrzewała, że dziewczyna nie grzeszyła inteligencją, ale ładnie wyglądała, więc zgodnie ze stereotypem nadawała się do tej pracy.
Mężczyzna chrząknął, chcąc zachować twarz, i popatrzył na blondynkę, ostentacyjnie ignorując roześmianą pannę Granger.
— Cóż, dobrze dla ciebie. Mam nadzieję, że będzie żył wiecznie — mruknął cicho, co wywołało kolejną salwę śmiechu Hermiony. Rzucił w jej stronę mordercze spojrzenie i kontynuował: — Mam zarezerwowany pokój na nazwisko Matt Anderson. Oto moje dokumenty.
Położył je na blacie, a kobieta zajęła się formalnościami. Wpisała dane do komputera i po kilku minutach podała mu klucz od pokoju. Wziął go od niej i zrobił miejsce Hermionie, mamrocząc coś pod nosem o niekulturalnie zachowujących się młodych kobietach, które czerpią radość z porażki poczciwego mężczyzny.
Panna Granger puściła jego uwagę mimo uszu, podeszła do kontuaru i uśmiechnęła się do blondynki.
— Witamy w hotelu Albatros, w czym mogę pomóc? — zapytała pracownica.
— Dzień dobry, rezerwowałam pokój na nazwisko Hermiona Granger. Tutaj znajdzie pani potrzebne informacje.
Kobieta skinęła głową i kilka minut później podała turystce klucz, mówiąc:
— Pokój 615. Życzę udanego pobytu.
Hermiona podziękowała i po czym skierowała się do windy. Zauważyła, że Matt na nią czeka. Opierał się o walizkę i oglądał obrazy, udając zaciekawienie. Wolnym krokiem podeszła do niego, a kiedy się zatrzymała, spojrzała w górę i zobaczyła, że winda zatrzymała się na piątym piętrze, dlatego wcisnęła guzik. Poczuła na sobie wzrok mężczyzny, ale nie odezwała się ani słowem. Obawiała się, że znowu mogłaby się roześmiać, a nie chciała go jeszcze bardziej dobijać.
Zerknęła na niego przelotnie i ich oczy się spotkały. Zmarszczył brwi, udając urazę, co niestety spowodowało, że chichot wydobył się z jej ust Zakryła je ręką, żeby go stłumić, ale mimo to ludzie znajdujący się na parterze spojrzeli w ich stronę.
Na szczęście mężczyzna nie zdążył się odezwać, bo drzwi do windy otworzyły się przed nimi i weszli do środka, uprzednio przepuszczając wysiadających pasażerów. Hermiona dziękowała Merlinowi, że oprócz nich nikt nie jechał na górę, bo chyba spaliłaby się ze wstydu.
Zauważyła, że Matt oparł się o ścianę windy i patrzył na nią przenikliwym wzrokiem. W odpowiedzi posłała mu pytające spojrzenie. On pokręcił głową i założył ręce pod boki.
— Ładnie to tak śmiać się z cudzego nieszczęścia? — zagaił.
Kobieta westchnęła i wzruszyła ramionami.
— To było silniejsze ode mnie. Naprawdę nie mogłam uwierzyć w to, że uznałeś tę dziewczynę za inteligentną osobę! Przecież od razu było widać, że jest tutaj, bo jest ładna i nic poza tym — powiedziała, chociaż w pierwszej chwili przecież pomyślała tak samo, jednak nie chciała się do tego przyznać.
— Każdy się może pomylić. Być może zmyliło mnie to zaangażowanie, gdy wpisywała dane do programu — wyjaśnił.
Hermiona parsknęła śmiechem.
— O tak, w tym była perfekcyjna — wymamrotała. — Jednak nie powinieneś z góry zakładać, że…
— Jest taka jak ty — ładna i mądra? Cóż, dałem ciała. Być może to dlatego, że z tobą rozmawiałem i z góry założyłem, że wszystkie kobiety powinny być podobne do ciebie.
Hermiona zamrugała dwa razy. On uważał, że była ładna? Nie, chyba się przesłyszała.
— Słucham? — dopytywała.
Matt podrapał się po głowie i wzruszył ramionami.
— Nic, nieważne. Jaki masz numer pokoju, mądralo? — zapytał, szybko zmieniając temat.
Spojrzała na klucz, który trzymała w ręce. Wynajmowała pokój 615. Mężczyzna pokazał jej swój i zobaczyła, że będzie mieszkał dwa poziomy niżej, w pokoju numer 420. Nagle winda się zatrzymała. Zerknęli na piętro i zrozumieli, że są na czwartym piętrze. Mężczyzna westchnął teatralnie i sięgnął po swoją walizkę. Kiedy wyszedł na korytarz, odwrócił się w jej stronę i uśmiechnął się szeroko.
— Miłego pobytu, panno Granger. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.
— Nawzajem, podejrzewam, że będzie to szybciej, niż sądzimy — odpowiedziała radosnym tonem.
Zanim drzwi się zamknęły, zdążyła zauważyć, że pomachał jej ręką na pożegnanie i poszedł w kierunku swojego pokoju.

~*~*~*~*~


Winda stanęła i otworzyły się drzwi, ukazując korytarz na szóstym piętrze hotelu. Hermiona wzięła swoją walizkę i szybko przeszła przez próg, ledwo zdążając przed zamknięciem się automatycznych drzwi. Rozejrzała się w obie strony. Po lewej znajdowały się pokoje o numerach nieparzystych, a po prawej parzyste. Ruszyła przed siebie w poszukiwaniu numeru 615. Kroczyła krętym korytarzem po zielonym dywanie i nigdzie nie widziała swojego. Na szczęście za kolejnym zakrętem ukazały się tak dawno wyczekiwane brązowe drzwi. Podeszła do nich, włożyła klucz do zamka i przekręciła go. Kiedy usłyszała kliknięcie, otworzyła je i aż jęknęła z zaskoczenia.
Pokój 615 był najpiękniejszym, jaki widziała w swoim życiu. Weszła do środka, uprzednio zamykając za sobą drzwi, postawiła walizkę pod ścianą i rozejrzała się dookoła, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Trzy osobne pomieszczenia — salon z aneksem kuchennym, sypialnia i łazienka — dały jej poczucie przestrzeni. Gdy zerknęła do szafek, znalazła w nich całe zastawy z białej porcelany i złotymi wykończeniami, ale najbardziej zaskoczyła ją lodówka, chyba nawet bardziej niż kuchenka gazowa. W rogu tuż przy ścianie stał czajnik elektryczny znanej marki. Zdziwiło ją to nieco, ponieważ nigdy nie miała styczności z tym cudem cywilizacyjnym. Jej rodzice czasem mówili coś o tym, że wypadałoby wreszcie go kupić, ale jakoś się nie składało.
Uśmiechnęła się pod nosem.
— No Hermiono, wygląda na to, że przed tobą chwila prawdy — powiedziała sama do siebie rozbawionym głosem.
Przez kilka sekund popatrzyła na swoją nową kuchnię, ale potem obróciła się na pięcie i przeszła do salonu, w którym znajdowały się kanapa i fotel. Na trzypoziomowej szafce stał telewizor, podłączony do odtwarzacza video oraz wieża stereo. Lśniąca brązowa posadzka odbijała światło słoneczne, wpadające do pomieszczenia przez duże okno balkonowe.
Mimowolnie pomyślała o Ronie, który na pewno byłby bardzo zafascynowany tymi wszystkimi nowinkami techniki. Oczami wyobraźni widziała, jak mężczyzna próbuje uruchomić czajnik i za każdym razem pyta się jej, jak to działa, albo wpatruje się w ekran telewizora jak zahipnotyzowany. Mimo tego jak bardzo zapierał się przed hobby swojego ojca, był bardzo podobny do Artura — zawsze fascynowały go mugolskie wynalazki. Wielokrotnie widziała, jak obaj szeptali coś między sobą i szli do garażu, w którym pan Weasley miał swój azyl. Nie sprzeciwiała się temu. Wręcz przeciwnie zachęcała Rona, by towarzyszył ojcu. Chciała, żeby jej chłopak poznał mugolski świat i nie był przerażony, kiedy pokazywałaby mu coraz to nowsze wynalazki.
Nagle zamrugała i spojrzała na taras. Rona tu nie ma i nie będzie. Musiała przyzwyczaić się do tej myśli, ale to nie było takie proste, jak jej się wydawało. Poczuła łzy napływające do oczu. Nadal nie mogła się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Nie rozumiała, dlaczego mężczyzna, z którym planowała ułożyć sobie życie, tak ją potraktował.
Potrząsnęła głową, chcąc odgonić myśli i podeszła do okna balkonowego, które zdobiły pomarańczowe zasłony i białe firanki. Widok, który rozprzestrzeniał się przed jej oczami, był obłędny. Budynki hotelu tworzyły okrąg, a pośrodku znajdował się ogromny basen. Zerknęła w lewo i zauważyła okrągły stolik, przy którym znajdowało się szerokie krzesło. Uśmiechnęła się lekko, bo już wiedziała, gdzie będzie spędzać wieczory, czytając książki i podziwiając piękny krajobraz.
Spojrzała na zegarek. Czas uciekał jak szalony, a jeszcze nie obejrzała pozostałych pomieszczeń. Szybko weszła do środka i skierowała się ku pierwszym brązowym drzwiom. Sięgnęła po walizkę i nacisnęła klamkę. Tak jak przypuszczała, znajdowała się w sypialni. Była dość mała, ale Hermiona i tak była zadowolona — łóżko, dwie szafki nocne i duża szafa były tym, czego potrzebowała. Na stoliku przy oknie dostrzegła wazon z żywymi kwiatami. Od razu poczuła, się jak w domu. Całości dopełniło duże okno, które będzie pozwalało jej przed snem oglądać palmy, które samym tym, że nie są czymś, co widuje często w Anglii, dawały jej dziwne poczucie wypoczynku i relaksu.
Powinna się rozpakować, ale najpierw musi wziąć prysznic. Przeszła więc przez pokój i wzięła do ręki walizkę, po czym ją otworzyła, by wyjąć świeże ubrania i wyszła z sypialni.
Otworzyła trzecie drzwi, a jej oczom ukazała się łazienka dopasowana kolorystycznie do reszty pomieszczeń. Olbrzymie lustro spodobało jej się równie mocno, co duża wanna, do której podeszła bliżej i odkręciła kurki, aby przygotować aromatyczną kąpiel, dzięki czemu ukoi organizm po ciężkim dniu. Kilka minut później siedziała wśród piany, uśmiechając się lekko. Ciepło rozprzestrzeniło się po całym jej ciele, a przyjemne mrowienie stóp od razu przyniosło ulgę.
Godzinę później wyszła z łazienki odświeżona i zrelaksowana. Wolnym krokiem przeszła do sypialni, aby się rozpakować. Letnie sukienki rozwiesiła na wieszakach, a resztę ubrań ułożyła na półkach szafy. Zanim zamknęła drewniane drzwi, włożyła do środka swoją walizkę. Gdy wszystko było gotowe, skierowała się do salonu, a stamtąd prosto na balkon. Czując ciepło promieni słonecznych na swojej twarzy, uśmiechnęła się z zadowoleniem, podchodząc do balustrady. Oparła się mocno rękami i spojrzała w dół na basen. Dostrzegła kilka pływających osób, a także wielu plażowiczów. Już nie mogła się doczekać, kiedy do nich dołączy. W oddali usłyszała krzyki i zerknęła w tamtym kierunku. Wyglądało na to, że kilku mężczyzn grało w golfa i właśnie cieszyli się ze zdobytych punktów. Cóż, można i tak. Hermiona niezbyt interesowała się jakimkolwiek sportem. Na mecze Quiddittcha chodziła tylko ze względu na przyjaciół. Oczywiście cieszyła się, kiedy wygrywali, ale nie ekscytowała się każdym zdobytym punktem. Nigdy nie rozumiała tej euforii i okrzyków zwycięstwa. No ale najwidoczniej mężczyźni nigdy z tego nie wyrastają.
Westchnęła cicho, siadając na miękkim fotelu. Uwielbiała lato i piękne słoneczne dni, podczas których mogła po prostu leniuchować, nie przejmując się swoimi obowiązkami. Szczerze mówiąc, było ich bardzo mało, dlatego cieszyła się, że tu przyjechała. Zmiana otoczenia to coś, czego potrzebowała. W sumie nie żałowała tego, że jest tutaj sama. Przynajmniej będzie mogła robić to, na co ma ochotę, czyli czytać, opalać się i zwiedzać. Zaskakujące? Cóż, w przypadku Hermiony Granger taki obrót spraw nikogo nie zaskoczy, ale ona nie narzekała. Cieszyła się, że hotel organizuje wycieczki lokalne, dzięki którym będzie mogła poznać Teneryfę z zupełnie innej strony.
Z rozmyślań wybił ją szelest z sąsiedniego balkonu. Zerknęła w tamtą stronę i zauważyła, że koło stolika stoi jakiś mężczyzna. Nie widziała go zbyt dobrze, ponieważ oślepiało ją słońce. Przesunęła się w bok i dopiero z tego miejsca dokładnie mu się przyjrzała. Patrzył przed siebie i wydawał się jej nie zauważać. Był wyższy od niej, miał krótkie blond włosy i błękitną koszulę, która wydała się Hermionie znajoma. Miała wrażenie, że dzisiaj już ją widziała, ale nie mogła sobie przypomnieć gdzie. Nagle mężczyzna spojrzał w jej kierunku i aż jęknęła z zaskoczenia.
— Nie, to się nie dzieje naprawdę… — wyszeptała, zwracając na siebie jego uwagę.
Mężczyzna przez chwilę patrzył na nią, nic nie rozumiejąc, ale kilka sekund później otworzył szeroko oczy, wyraźnie zaskoczony zaistniałą sytuacją.
— GRANGER! — krzyknął.
Zamrugała dwa razy. Teraz już była pewna, że to…
— Malfoy! Co ty tu robisz? — zapytała głośno.
— Co ja tu robię? To raczej ja powinienem zapytać, co ty robisz w MOIM HOTELU?!
Prychnęła z irytacją.
— W twoim hotelu? Od kiedy to ten hotel należy do ciebie? To, że jesteś Malfoyem i wielkim arystokratą, nie oznacza, że wszystkie miejsca na ziemi do ciebie należą!
Przewrócił oczami.
— Nie o to mi chodziło — mruknął pod nosem.
Kobieta przeszła w stronę drzwi i spojrzała mu prosto w oczy, krzyżując ręce na piersi.
— Może i nie, ale to nieistotne. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego tutaj jesteś? Śledzisz mnie czy jak? — dopytywała.
— Ja miałbym cię śledzić? Proszę cię, Granger, czy ja wyglądam na desperata?
Posłała mu swoje mordercze spojrzenie.
— Wpadłeś na mnie na lotnisku, a teraz wynajmujesz pokój w tym samym hotelu i co najgorsze tuż obok mnie. Nie uważasz, że to podejrzane? — Chciał coś powiedzieć, ale przerwała mu gestem ręki. — Nie mów, że to przypadek, bo ja w to nie wierzę!
— Przecież nie robię tego specjalnie! — odpowiedział ze złością w głosie.
— Akurat — burknęła. — Nie chcę, żebyś był moim sąsiadem. Masz się stąd przenieść i nie obchodzi mnie dokąd! — zażądała.
Popatrzył na nią jak na wariatkę.
— Dlaczego niby ja miałbym się przenosić? Skoro tak ci nie pasuje moje towarzystwo, to sama się przeprowadź.
— O tak, co jeszcze? Może mam polecieć w inne miejsce, bo nie mogę być na tej samej wyspie co ty? — zironizowała.
Zamyślił się na chwilę, po czym przytaknął.
— Dobry pomysł, Granger. Powiedziałbym nawet, że bardzo dobry.
Tego było już za wiele. Hermiona poczuła wzbierającą się w jej ciele złość i chęć uduszenia wpatrującego się w nią blondyna. Zamknęła oczy, powoli policzyła do dziesięciu, mając nadzieję, że to chociaż na chwilę opanuje zbędne emocje. Po paru sekundach znowu na niego spojrzała, ale mordercze instynkty w ogóle jej nie opuściły. Wręcz przeciwnie, jego ironiczny uśmieszek coraz bardziej ją irytował.
— Malfoy, przyjechałam tu, żeby zapomnieć o problemach i całkowicie się zregenerować, jednak obawiam się, że twoja obecność w znacznym stopniu mi to uniemożliwi, więc proszę cię, znajdź sobie inny hotel, ewentualnie inny pokój, ponieważ nie chciałabym codziennie rano, wychodząc na ten piękny balkon, widzieć twojej twarzy, i co najważniejsze, słuchać przez ścianę odgłosów dobiegających z twojego pokoju. Naprawdę, nie potrzebuję takich… atrakcji.
Mężczyzna uniósł brew z zainteresowaniem.
— Sugerujesz, że będę co noc sprowadzał do swojego pokoju kobietę? — zapytał, uśmiechając się ironicznie.
Hermiona zarumieniła się lekko, słysząc jego pytanie i lekko skinęła głową.
— Tak, dokładnie o to mi chodzi. Oczywiście w ogóle mnie to nie interesuje, ale uważam, że to może być dość uciążliwe, dlatego chciałabym, abyś przeniósł się. Tak będzie najlepiej dla nas obojga. Nie będziemy się widywać i każde będzie zadowolone.
Draco włożył ręce do kieszeni i powoli przechadzał się po swoim balkonie, udając zainteresowanie kolorem ścian hotelu. Oczywiście robił to specjalnie, bo denerwowanie Hermiony Granger sprawiało mu wielką przyjemność.
Kiedy zorientowała się, że ją ignoruje, chciała kontynuować swoją wypowiedź, ale on był szybszy.
— Wiesz, Granger, w sumie to samo mógłbym powiedzieć o tobie. Nie mam pojęcia, co zaszło między tobą a Weasleyem, ale podejrzewam, że przyjechałaś tutaj, aby trochę zaszaleć. W takim miejscu nie trudno o wakacyjne romanse, które kończą się szybciej, niż zaczną. — Urwał na moment, chcąc zobaczyć jej reakcję. Tak jak przypuszczał, była zdezorientowana. — Nie patrz tak na mnie. Dobrze wiesz, że mam rację. Kto wie, kogo sprowadzisz do swojego pokoju i co będziesz tam z nim robiła, ale na pewno nie będziecie czytali książek — dodał, mrugając do niej porozumiewawczo.
Kobieta patrzyła na niego całkowicie oniemiała. To, co mówił, nie mieściło się w jej głowie. Czy on sugerował, że przyleciała tu polować na facetów? Przecież to nieprawda! Nie jest aż tak zdesperowana. Poza tym dopiero rozstała się z Ronem i to za wcześnie na jakiekolwiek związki.
Zamrugała dwa razy.
Blondyn nie wiedział o rozpadzie jej związku i pewnie powiedział tak, żeby jej dopiec. Cóż, udało ci się, Malfoy, ale to jeszcze nie koniec, pomyślała, uśmiechając się pod nosem. Wyprostowała się i popatrzyła mu prosto w oczy.
— Jeśli chcesz spędzić urlop w spokoju, lepiej po prostu przeprowadź się gdzieś indziej. To najrozsądniejsze wyjście z tej sytuacji.
Popatrzył na nią z politowaniem.
— Może i rozsądne, ale nie ma już miejsc.
— Skąd wiesz? Pytałeś?
— Tak — odpowiedział szybko. Za szybko.
Hermiona zmrużyła oczy i uśmiechnęła się szeroko.
— Kłamiesz! Widzę to w twoich oczach — zawołała, wskazując palcem mężczyznę. — Trochę ciebie znam i mogłam się tego spodziewać. Nie wiesz, czy w tym hotelu są wolne pokoje. Nie masz o tym pojęcia!
— Nawet gdyby były to i tak bym się nie przeniósł — mruknął.
Kobieta zaczęła zastanawiać się, w jaki sposób może się pozbyć niewygodnego sąsiada. Nagle w jej głowie pojawił się niecny plan, dzięki któremu będzie miała spokój przez najbliższe dwa tygodnie. Powoli podeszła do drzwi balkonowych, próbując nie wzbudzać podejrzeń Dracona. Kiedy jedną nogą była w pokoju, spojrzała w jego stronę i uśmiechnęła się szeroko.
— Jeszcze zobaczymy — powiedziała cicho i szybko zniknęła w środku.
Blondyn patrzył na tę sytuację z zaskoczeniem, ale kiedy usłyszał trzask, zrozumiał, że ta podstępna Gryfonka, coś kombinuje. Szybko wbiegł do swojego pokoju, sięgnął po klucz, leżący na  szafce, a następnie wybiegł na korytarz. Kątem oka zauważył kobietę zmierzającą w stronę windy. Trzasnął mocno drzwiami i pobiegł za nią. Biegł, najszybciej jak potrafił, mijając kolejne zakręty. Kilka sekund później dobiegł do windy, ale było już za późno. Automatyczne drzwi zamknęły mu się przed nosem, a Granger stała w środku i machała do niego, uśmiechając się jak wariatka.
Zaklął pod nosem. Wiedział, że musi jak najszybciej znaleźć się na dole. Spojrzał w lewo i zauważył klatkę schodową. Znowu zaklął, po czym nie zastanawiając się ani chwili dłużej, pchnął drzwi i zbiegł po schodach na sam dół.
W tym samym czasie Hermiona uśmiechała się do samej siebie. Przechytrzyła Dracona Malfoya i była z siebie bardzo dumna. Wątpiła w to, że mężczyzna będzie na parterze wcześniej, niż ona. To nierealne, zważywszy na to, że winda jechała zadziwiająco szybko. Draco musiałby się teleportować, ale tylko głupi teleportowałby się, mając świadomość, że wszędzie jest pełno mugoli. Gdyby chciał zachować się jak jeden z nich, to użyłby… schodów.
Otworzyła szeroko oczy.
— Merlinie, zapomniałam o schodach! — jęknęła zrozpaczona.
W tym samym momencie usłyszała znajomy dźwięk, drzwi się otworzyły. Miała wielką nadzieję, że blondyn jej nie wyprzedzi. Wyszła na parkiet, rozglądając się dookoła siebie. Nigdzie go nie widziała, więc odetchnęła z ulgą. Poprawiła ubranie i skierowała się do kontuaru, ale wtedy…
ŁUP!
Poczuła, że ktoś na nią wpadł i runęła jak długa na podłogę, ciągnąc za sobą napastnika. Jęknęła, gdy poczuła ból pleców i kątem oka zerknęła na sprawcę całego zamieszania. Domyślała się, że to nikt przypadkowy i oczywiście miała rację. Potrącił ją Malfoy. Warknęła pod nosem, próbując go z siebie zrzucić.
— Już drugi raz na mnie wpadłeś. Sprawia ci to przyjemność, czy jak? — zapytała ironicznie.
Mężczyzna jęknął, nie mogąc wstać. Przekrzywił głowę w jej stronę i znowu jęknął, kiedy zrozumiał sens jej pytania.
— Wierz mi, Granger. Nie robię tego celowo. Po prostu pojawiasz się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie.
Prychnęła.
— Oczywiście, najlepiej całą winą obarczać mnie! Zejdź ze mnie, ważysz ze sto funtów — jęknęła, próbując go z siebie strącić.
Rzucił w jej kierunku mordercze spojrzenie.
— Najpierw powiedz mi, co kombinujesz — rozkazał.
— Nie twój interes! Merlinie, połamiesz mi wszystkie żebra!
Puścił jej uwagę koło uszu i nie poruszył się nawet o cal.
— Właśnie, że mój, bo zapewne chcesz, żebym się stąd wyprowadził. Mów, bo będziemy tak leżeć cały dzień.
Popatrzyła na niego wzrokiem bazyliszka.
— Malfoy, przestań zachowywać się jak dzieciak i nie rób scen. Dla twojej wiadomości — wszyscy na nas patrzą — wysyczała, na co on rozejrzał się dookoła siebie. Rzeczywiście ludzie zgromadzeni na parterze przyglądali im się z zaskoczeniem. Jęknął cicho, a Hermiona kontynuowała swoją wypowiedź: — Och, odsuń się wreszcie i pozwól mi wstać!
Draco powoli przesunął się w tył, a ona odetchnęła z wyraźną ulgą. Kiedy stanęła na własnych nogach, uśmiechnęła się przepraszająco do ludzi ich obserwujących i ku wielkiemu zdumieniu blondyna, wystawiła dłoń w jego kierunku. Spojrzał pytająco na kobietę, na co ta poruszyła sugestywnie brwiami. Nie chcąc zrobić sobie jeszcze większego wstydu, złapał jej rękę i wstał. Popatrzył na byłą Gryfonkę, ale z jej twarzy nie dało się wyczytać żadnych emocji. Przez chwilę oboje milczeli, jakby czekali, aż turyści zgromadzeni w pomieszczeniu znajdą sobie inny obiekt zainteresowania.
Hermiona zerknęła na Dracona kątem oka, który unikając wzroku pewnej starszej pani, ewidentnie nim zainteresowanej, analizował mapę wiszącą na ścianie. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie wiedział, co wymyśliła i przy odrobinie szczęścia może uda jej się zrealizować swój plan. Powoli przesuwała się w stronę kontuaru, cały czas obserwując mężczyznę. Wszystko szło dobrze, do momentu, aż nie wpadła na stojące za blisko przejścia krzesło. Łoskot, który spowodowało, upadając na podłogę, zwrócił uwagę blondyna. Obrócić się wokół własnej osi i w tym właśnie momencie zorientował się, że Hermiona znajduje się bardzo blisko recepcji. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami swoich czynów, rozpoczął sprit w jej stronę, wpadając po drodze na przechodzącą obok parę.
Była Gryfonka rozgryzła jego zamiary i szybkim krokiem podeszła do kontuaru, nie oglądając się za siebie. Recepcjonistka uśmiechnęła się do niej promiennie.
— W czym mogę pomóc? — zapytała miłym głosem.
— Ja chciałam zapyt…
Nie zdążyła dokończyć swojej wypowiedzi, ponieważ ponownie ktoś na nią wpadł. I ponownie był to Draco. Blondyn oddychał głęboko i ledwo łapał powietrze. Wyglądał, jakby ukończył maraton. Hermiona próbując utrzymać równowagę, wpadła na starszego mężczyznę, stojącego koło recepcji. Popatrzyła na niego i jęknęła.
— Bardzo pana przepraszam, on na mnie wpadł — wyjaśniła, pocierając prawe ramię.
— Nic się nie stało, moje dziecko. To pewnie przyciąganie ziemskie. Z grawitacją nie da się wygrać  — uspokoił ją.
Zaśmiała się nerwowo.
— Z grawitacją może nie, ale trochę gracji by mu się przydało — mruknęła, wskazując głową blondyna, który powoli odzyskiwał oddech.
Kiedy mu się to udało, Malfoy zerknął na recepcjonistkę, a potem uniósł ramię do góry i wskazał palcem Hermionę. Obie kobiety znowu popatrzyły na niego z zaskoczeniem, ale on wydawał się tego nie widzieć.
— Proszę jej nie słuchać, ona nie wie, co mówi — oświadczył, opierając się o recepcję.
Pracownica hotelu zerknęła na Hermionę, a potem na Draco.
— Ale…
— Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo znowu na mnie wpadłeś — wysyczała Hermiona i obróciła się do kobiety. — Czy istnieje możliwość zmiany pokoju? Nie chciałabym, żeby ten mężczyzna mieszkał obok mnie. Proszę, bardzo mi zależy.
Recepcjonistka otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale Draco jej to uniemożliwił.
— Ja też nie chcę, żeby ona wynajmowała pokój obok mojego! Proszę zmienić nam piętra, a najlepiej zameldować ją gdzieś indziej, nie wiem może na innej wyspie — zasugerował, specjalnie akcentując ostatnie słowo.
Hermiona prychnęła i oboje w tym samym czasie utkwili wzrok w pracownicy hotelu, która była tym faktem nieco zmieszana. Nic nie mówiąc, kliknęła parę przycisków na klawiaturze i popatrzyła w ekran komputera. Potem podniosła wzrok i przełknęła ślinę.
— W których pokojach państwo mieszkają? — zapytała.
— 615 i… — wyszeptała Hermiona.
— 617 — dokończył Draco.
Kobieta przytaknęła i ponownie zerknęła na monitor. Wpisała dane do komputera i zaczęła szukać jakiegoś rozwiązania, które zadowoliłoby obu gości hotelowych. Główni zainteresowani trochę się niecierpliwili, ale starali się tego nie okazywać. Mimo to, atmosfera była nerwowa.
Po kilku minutach, które niemiłosiernie się dłużyły, recepcjonistka wyprostowała się i popatrzyła im prosto w oczy. Nie wyglądała tak, jakby miała dobre wiadomości. Przybliżyli się do kontuaru i czekali, aż się odezwie. Widząc przeszywające spojrzenie mężczyzny, kobieta zmieszała się trochę, ale nie dała się ponieść emocjom.
— Cóż, wygląda na to, że nie ma wolnych miejsc i muszą państwo pozostać w swoich pokojach. Trwa sezon i wszystkie nasze hotele są zajęte. Przykro mi.
Draco zacisnął usta w wąską kreskę, a Hermiona otworzyła szeroko oczy. Wszystko było przesądzone i będą musieli pogodzić się ze swoim losem.
— To duży hotel, w którym jest wiele atrakcji, więc myślę, że jest bardzo mało prawdopodobne, że będą państwo spędzać dnie razem — dodała kobieta, widząc rozczarowanie na twarzach obojga.
Hermiona westchnęła i zerknęła na Draco.
— Mam nadzieję, że tak będzie. Dziękuję pani za pomoc — powiedziała cicho. — Miłego odpoczynku, Malfoy. Idę coś zjeść, ale proszę cię, nie idź za mną — dodała, obracając się na pięcie.
Przeszła między turystami i skierowała się prosto do restauracji. Nie miała pojęcia, że blondyn śledzi każdy jej krok. Kiedy zniknęła z pola widzenia, otarł twarz ręką i wziął głęboki oddech. Sam poczuł nagły głód, dlatego odbił się jak piłka od recepcji i przeszedł prosto do restauracji.

~*~*~*~*~
  
— O, cześć, Hermiono — powiedział znajomy męski głos, kiedy kobieta weszła do restauracji.
Spojrzała w lewo i zobaczyła uśmiechniętego Mateo ubranego w pomarańczową hawajską koszulę i niebieskie spodnie. Szczerze mówiąc, podziwiała go za odwagę w doborze ubrań. Nikt z jej znajomych nie zdecydowałby się na tak ekstrawagancką stylizację. No, może pan Weasley, ale zapewne Molly od razu wybiłaby mu ten pomysł z głowy. Wyobraziła go sobie w takim zestawie i nie mogąc się powstrzymać, parsknęła śmiechem.
Mateo uniósł brew z zaskoczenia. Wydawało mu się, że kobieta myślami jest daleko stąd, chociaż sposób, w jaki na niego patrzyła, sprawiał, że zaczynał zastanawiać się nad tym, czy przypadkiem nie jest obiektem jej żartów. Założył ręce pod boki i popatrzył na nią karcącym wzrokiem.
— Można wiedzieć, co tak cię bawi? — zapytał.
Hermiona zerknęła na niego przelotnie, cały czas się uśmiechając i potrząsnęła głową, chcąc się uspokoić. Poprawiła włosy, bo kilka pukli opadło jej na twarz i się wyprostowała.
— Nic takiego, po prostu popatrzyłam na ciebie i wyobraziłam sobie w takim stroju mojego… znajomego — wyjaśniła.
— Wyglądam śmiesznie, prawda?
Pokręciła głową.
— Nie, oczywiście, że nie. Ale on już tak, wyglądałby bardzo zabawnie.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
— To ktoś bliski? — spytał prawie szeptem.
Spojrzała na niego pytająco.
— Ale kto?
— No ten mężczyzna, którego sobie wyobraziłaś.
Hermiona machnęła ręką.
— Nie, to mój dobry znajomy. W sumie mieliśmy być… rodziną, ale sprawy się nieco skomplikowały i teraz wszystko wygląda zupełnie inaczej. No ale nieważne. Naprawdę nie ma sensu o tym rozmawiać — oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Mateo chciał coś powiedzieć, ale kobieta odwróciła wzrok i zaczęła się rozglądać. Restauracja hotelowa była dość eleganckim i jasnym miejscem. Całość była utrzymana w stonowanych beżach i brązach, idealnie komponując się z drewnianymi meblami. Hermiona spojrzała na zegarek i aż zmarszczyła czoło ze zdziwienia. Zaskoczyło ją to, że restauracja świeciła pustkami. Gości można było policzyć na palcach jednej ręki. Być może turyści woleli spędzać czas na świeżym powietrzu. Hermionie było to na rękę, bo nie lubiła zatłoczonych miejsc.
Ukradkiem zerknęła na Mateo. Kiedy ich oczy się spotkały, uśmiechnęła się lekko i zapytała:
— Zgłodniałeś?
— Jestem głodny jak wilk —  odpowiedział, przytakując z entuzjazmem.
Kobieta wskazała głową najbliższy stolik.
— No to chodźmy. Ja też umieram z głodu.
Szybko znaleźli stolik dla dwojga i usiedli. Mężczyzna cały czas patrzył na kobietę, nic nie mówiąc, a ona starała ukryć lekki rumieniec, który pojawił się na jej twarzy. Mateo był przystojny, a ona próbowała oprzeć się jego urokowi, co niestety było dość trudne. Nie pomagało także to, że tak na nią patrzył. Jego oczy prześwietlały ją na wylot i to nie była zbyt komfortowa sytuacja. Z drugiej strony, nie miała tyle odwagi, żeby zwrócić mu uwagę.
Zauważyła, że otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale całe szczęście w tym właśnie momencie obok ich stolika pojawił się kelner. Wyprostował się, eksponując przy tym swój elegancki uniform i uśmiechnął się lekko.
— Dzień dobry. Czy mogę prosić o numer pokoi?
— Dzień dobry — odpowiedzieli chórem. Po czym każde z nich dodało: —  615 i 420.
Kelner przytaknął, otworzył gruby kajet i prześledził wzrokiem jakąś kartkę. Zapewne listę gości — pomyślała Hermiona.
Potem spojrzał na nich i powiedział:
— Dziękuję. Zapraszam za mną, pokażę państwu, gdzie znajduje się bufet, skąd będą mogli państwo wybrać dania obiadowe. Osobiście polecam dzisiejszą specjalność szefa kuchni, którym są owoce morza.
Hermiona i Mateo popatrzyli na siebie porozumiewawczo i bez słów doszli do tego samego wniosku —  eksperymentowanie z potrawami pierwszego dnia pobytu nie było najlepszym pomysłem, dlatego chcieli zjeść coś znajomego.
Jak na komendę wstali ze swoich miejsc i przeszli krok w krok za pracownikiem hotelu, który zaprowadził ich do drugiego pomieszczenia. Pierwszym co zobaczyli była ogromna chłodziarka z witryną, a na niej wiele potraw. Hermiona otworzyła szeroko oczy i przeleciała wzrokiem po daniach. Większość z nich widziała po raz pierwszy i aż była ciekawa tego, jak smakują. Kątem oka zerknęła na Mateo, który wpatrywał się w witrynę jak zahipnotyzowany. Uśmiechnęła się lekko i stanęła bliżej bruneta, próbując zwrócić na siebie jego uwagę, jednak z marnym skutkiem.
— Wyglądają smakowicie, prawda? — zapytała cicho.
Przytaknął.
— To co bierzemy? — dopytywała dalej.
Zmarszczył czoło i popatrzył na nią.
— Wiesz, owoce morza prezentują się niesamowicie, ale obawiam się, że mogłoby być złym wyborem, dlatego uważam, że powinniśmy wziąć mięso z frytkami — zaproponował, wskazując głową wybraną potrawę, po czym kontynuował — Wprawdzie nie jest tak efektowne dla oka, ale bezpieczne, jeśli wiesz o co mi chodzi.
Skinęła głową i poprosiła kelnerkę o podanie wskazanych dań. Kobieta oczywiście spełniła jej prośbę i kilka minut później oboje siedzieli przy swoim stoliku, jedząc posiłek. Hermiona odkroiła kawałek mięsa i spróbowała. Jęknęła z zachwytu, kiedy poczuła mieszające się w ustach smaki.
Podniosła wzrok i zobaczyła uroczy Matta uśmiech.
— Smakuje? — zapytał cicho.
Przytaknęła.
— Tak, to był bardzo dobry wybór. Dobrze, że nie zaryzykowaliśmy zjedzenia owoców morza pierwszego dnia na wakacjach. To mogłoby się różnie skończyć, a jutro chcę jechać na wycieczkę krajoznawczą i muszę być w formie — wyjaśniła Hermiona.
Matt oparł ręce na stoliku i popatrzył jej prosto w oczy.
— Jedziesz na wycieczkę z hotelu?
— Tak.
— To super, bo ja też się na nią wybieram. Wiesz, jeśli będziesz chciała, to mogę ci towarzyszyć. Często podróżuję i potrafię rozróżnić style, w których wykonane są rzeźby i budynki…
— O, czyli wiesz, jaka jest różnica między stylem gotyckim a romańskim? — przerwała mu wpół słowa, nie mogąc się oprzeć. Widząc jego zaskoczoną minę, uśmiechnęła się szeroko. — Ja też często podróżuję, więc szpanowanie wiedzą o sztuce nie zrobi na mnie wrażenia.
Jęknął pod nosem.
— Już myślałem, że mi się uda — mruknął, udając rozgoryczenie.
Hermiona skomentowała to cichym śmiechem.
— Wiesz, nikt nie mówił, że jestem przystępną osobą. Wiele w życiu widziałam i naprawdę trzeba się bardzo napracować, żeby mnie czymś zaskoczyć.
Uniósł brew z zaskoczeniem.
— Serio? Wyglądasz dość… młodo.
Hermiona uśmiechnęła się, przypominając sobie szkolne przygody, ucieczki, bitwy i wiele wydarzeń, które zazwyczaj nie przytrafiają się młodym osobom. Zerknęła na swojego rozmówcę, który patrzył na nią przenikliwie, oczekując odpowiedzi. Nie wiedziała, co mogłaby odpowiedzieć, dlatego spojrzała w lewo na parę siedzącą przy sąsiednim stoliku. Wymieniali porozumiewawcze spojrzenia i śmiali się w tym samym momencie.
— Uroczo razem wyglądają — mruknęła Hermiona.
— Wydaje mi się, że dopiero przyjechali. Zobacz, nie są opaleni i rozglądają się dookoła siebie, jakby pierwszy raz w życiu byli w takim hotelu.
Hermiona założyła ręce pod boki i wyprostowała się na krześle.
— Proszę, proszę, jaki z ciebie znawca. Zapewne byłeś w wielu hotelach? — spytała ironicznie.
— O tak, ale to wszystko dzięki moim podróżom. Zwiedziłem wiele krajów i miast. W sumie mógłbym robić za przewodnika, bo znam Europę jak własną kieszeń — wyjaśnił. — A Teneryfa to kolejny przystanek na mojej „Mapie przygód”.
Parsknęła śmiechem.
— „Mapa przygód”? Cóż za oryginalna nazwa.
Wzruszył ramionami.
— Nazwa jak nazwa, ważne, że dobrze się bawię. A ty lubisz zwiedzać?
Kobieta oparła ręce na stoliku.
— Tak, nawet bardzo. Jak byłam mała, często jeździłam z rodzicami po świecie. Pamiętam, że tata zawsze nosił na szyi staromodny aparat fotograficzny i robił mnie i mamie zdjęcia na tle zabytków. Do dziś trzymam te kilkanaście albumów po brzegi wypchanych zdjęciami.
— To pewnie będziesz miała niezłą zabawę podczas wycieczek.
— Wiesz, kiedy rezerwowałam miejsce w hotelu, nie wiedziałam, że organizują takie wycieczki. Przyleciałam tu, żeby odpocząć po ciężkim roku w pracy. Owszem mogłabym tylko leżeć nad basenem i opalać się całymi dniami, ale nie lubię nudy. Adrenalina mnie napędza i wprawia w dobry nastrój, dlatego chętnie trochę pozwiedzam. Kto wie, może mi się to spodoba i będę podróżować tak jak ty?
Mateo wytarł usta serwetką i uśmiechnął się lekko.
— Byłoby mi bardzo miło, gdybyś do mnie dołączyła. Samotne podróżowanie jest dość ryzykowne, a we dwójkę zawsze raźniej.
Hermiona poczuła, że lekko się rumieni, dlatego odwróciła wzrok, udając, że obserwuje dwoje starszych ludzi siedzących dwa stoliki dalej. Nagle przed oczami mignęły jej znajome blond włosy. Spojrzała w tamtą stronę i pod ścianą zauważyła Malfoya we własnej osobie, gapiącego się na nią. On nie patrzył, tylko bezczelnie się gapił. Kiedy zorientował się, że kobieta go zidentyfikowała, uśmiechnął się ironicznie i pomachał do niej, co spowodowało, że zagotowała się ze złości. Nie chcąc wzbudzać żadnych podejrzeń, odwróciła się w stronę Mateo i odetchnęła głęboko. Mężczyzna przyglądał się jej badawczo, nic nie rozumiejąc.
— Coś się stało? — spytał troskliwym tonem.
Zmieszała się, słysząc jego pytanie i pokręciła głową.
— Nie, wszystko w porządku, po prostu… zauważyłam mojego znajomego — odpowiedziała, cedząc słowa i kątem oka obserwując jedzącego obiad blondyna. — Ale nie patrz tam, proszę cię! — dodała, kiedy zorientowała się, że Mateo zerka w kierunku, gdzie ona wcześniej patrzyła.
Niestety nie posłuchał jej i spojrzał na arystokratę, który od razu posłał w jego stronę mrożące krew w żyłach spojrzenie. Mateo popatrzył na Hermionę z zaskoczeniem, zastanawiając się, kim u licha jest ten facet. Kobieta pokręciła głową z dezaprobatą i oparła ją na ręce.
— To mój znajomy ze szkoły — mruknęła, co skomentował powątpiewającym spojrzeniem. — No dobra, nigdy się nie lubiliśmy i zapewne nie będziemy. Zawsze ze sobą rywalizowaliśmy, a teraz pech chciał, że mieszkamy w sąsiednich pokojach i będę musiała znosić jego obecność przez całe dwa tygodnie. Merlinie, dlaczego on musiał akurat teraz tu przylecieć? Czy los zawsze musi być dla mnie taki okrutny?
Mateo uniósł brwi i jeszcze raz zerknął na blondyna, który aktualnie przeglądał jakąś gazetę. Potem westchnął i popatrzył na podłamaną kobietę. Uśmiechnął się, próbując ją pocieszyć.
— Jeśli chcesz, możemy razem spędzać wolny czas. Będziemy chodzić po mieście, opalać się, zwiedzać. Same przyjemności. Gwarantuję, że po dwóch dniach spędzonych ze mną, zapomnisz o jego obecności. To jak, wchodzisz w to? — zapytał z nadzieją w głosie.
Hermiona uśmiechnęła się lekko. Propozycja mężczyzny wydawała się bardzo kusząca, ale wolała spędzać wolny czas tak, jak sobie zaplanowała. Tylko jak mu to powiedzieć? — zastanowiła się.
Westchnęła.
— Dziękuję za propozycję, jest bardzo miła, ale… wolny czas wolałabym spędzać sama. Chcę sobie przemyśleć kilka spraw i potrzebuję spokoju. Oczywiście możemy chodzić do klubów i jeździć na wycieczki, ale pozostałe aktywności chcę wybrać sama. Mam nadzieję, że cię nie uraziłam?
Zaśmiał się krótko i pokręcił głową.
— Oczywiście, że nie. Szczerze mówiąc, spodziewałem się takiej odpowiedzi. Okay, taki układ też mi pasuje.
Uśmiechnęli się do siebie, a potem Hermiona spojrzała na zegarek. Nie wiedziała już, że jest ta godzina, a jeszcze chciała się dzisiaj poopalać. Wyprostowała się na krześle i zestawiła talerz na bok stolika.
— Będę już szła. Chciałam jeszcze dzisiaj poleniuchować nad basenem — wyjaśniła, widząc jego pytające spojrzenie.
— Dobrze, ja zaraz idę na siłownię. Wiesz, trzeba spalić ten obiad — mruknął, klepiąc się po brzuchu.
W odpowiedzi zachichotała i wstała z krzesła, po czym przeszła w stronę schodów, a on podążył za nią. Gdy byli blisko wyjścia, Hermiona ostatni raz zerknęła przez ramię na Malfoya, który śledził ją wzrokiem. Kiedy ich oczy się spotkały, szybko schował się za gazetą, a kobieta przewróciła oczami. Mateo patrzył na tę sytuację, nie ukrywając rozbawienia.
— On tak zawsze? — zagaił, wskazując głową blondyna.
Wzruszyła ramionami.
— Nie wiem, o co mu chodzi. Nigdy tak się nie zachowywał. A przynajmniej ja tego nie zauważyłam — wyjaśniła.
Uśmiechnął się lekko.
— To pewnie przez to, że ładnie dziś wyglądasz — mruknął prawie bezgłośnie.
Hermiona zaśmiała się cicho.
— Dzięki, miło słyszeć komplement już pierwszego dnia na wakacjach. Ale wydaje mi się, że Malfoy robi to specjalnie, żeby mnie zdenerwować. To zawsze przynosiło mu wiele satysfakcji.
Mateo wciągnął powietrze przez usta.
— Taki z niego kozak?
— O tak, niektórym denerwowanie innych sprawia wiele radości.
Brunet nic nie odpowiedział, tylko otworzył drzwi, pozwalając kobiecie wyjść jako pierwszej. Gdy byli na korytarzu, przeszli w stronę windy, a z niej do swoich pokoi.

~*~*~*~*~
  
Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że po południu największym zainteresowaniem cieszył się basen, znajdujący się w centrum hotelu. Zapewne było to spowodowane tym, że o tej porze promienie słoneczne złagodniały i bez niebezpieczeństw można było zażywać kąpieli słonecznych. Przy okazji turyści mogli podziwiać piękne widoki. Basen podzielono na dwie części — dużą, w której pływali dorośli oraz mniejszą przeznaczoną dla dzieci. Bardzo blisko wody stały niebieskie leżaki, a tuż obok dopasowane kolorystycznie parasole. Z prawej strony basenu usytuowano niewielki bar, przykryty pomarańczowym dachem. Właśnie tam na małym krzesełku siedziała Hermiona, oczekując na drinka, którego właśnie przygotowywał barman. Mężczyzna sprawnie mieszał składniki i po kilku minutach napój był gotowy. Przelał go do kieliszka, ozdobił plasterkiem cytryny, a potem postawił blisko kobiety. Ta uśmiechnęła się z wdzięcznością, po czym wolnym krokiem przeszła w stronę leżaka, obok którego leżały jej rzeczy.
Postawiła drink na niskim stoliku, siadając na leżaku. Sięgnęła do torebki po krem z filtrem, aby ochronić się przed słońcem. Oczywiście przyszła tu, żeby trochę się opalić, ale nie chciała za bardzo się spiec, dlatego nałożyła na ciało grubą warstwę. Potem założyła okulary przeciwsłoneczne i wyciągnęła się na leżaku, eksponując swoje ciało.
Westchnęła cicho. Promienie słoneczne otuliły jej ciało, a ona czuła się wspaniale. Wreszcie mogła się zrelaksować i chociaż na chwilę zapomnieć o otaczającym ją świecie. Nawet nie przeszkadzał jej radosny śmiech dzieci bawiących się z rodzicami w basenie. Wszystko przestało mieć znaczenie, bo liczyło się tu i teraz.
Powoli wyciągnęła rękę po drinka i upiła łyk. Tak jak przypuszczała, smakował wyśmienicie. Uśmiechnęła się lekko, kiedy uświadomiła sobie, że mogłaby tak spędzać każdy dzień w hotelu. Jednak wiedziała, że szybko by ją to znudziło. Dobrze siebie znała i wiedziała, że najlepiej odpoczywa, gdy coś robi, dlatego tak bardzo cieszyła się na te wycieczki. Cieszyła się, że Mateo chce jej towarzyszyć. Kto wie, może Teneryfa skrywa jakieś ukryte tajemnice, które wspólnie odkryją?
— Oby tylko Malfoy nie kręcił się zbyt blisko — mruknęła sama do siebie.
— Aż tak ci przeszkadza moje towarzystwo? — zapytał znajomy męski głos.
Otworzyła szeroko oczy, założyła okulary na włosy i spojrzała w prawo całkowicie zaskoczona. Na sąsiednim leżaku jak gdyby nigdy nic opalał się Malfoy. Miała nadzieję, że to się nie dzieje naprawdę, ale niestety to nie był sen. Jej szkolne nemezis po raz kolejny znajdowało się bardzo blisko niej i miała wielką ochotę mu przyłożyć.
— Malfoy, co ty tu robisz? — spytała głośno.
— Opalam się — oświadczył.
Hermiona zamrugała na to dwa razy, próbując przetworzyć jego wypowiedź.
— Ale… ale dlaczego obok mnie?!
Przez chwilę się zastanawiał, doprowadzając kobietę do coraz większej złości, po czym zrobił niewinną minę i uśmiechnął się szeroko.
— Tutaj jest najlepsze słońce.
Hermiona rozejrzała się dookoła siebie. Zauważyła, że po przeciwnej stronie basenu stało kilka samotnych leżaków, dlatego posłała blondynowi mordercze spojrzenie.
— Serio? Cóż, jakoś w to wątpię, a w ogóle to tam jest wiele pustych miejsc, więc idź tam i daj mi odpocząć! — warknęła, wskazując ręką sektor blisko wejścia do restauracji.
— Dlaczego ja mam tam się przenosić? Równie dobrze, sama możesz przejść na drugą stronę. Wtedy wszyscy będa zadowoleni — odpowiedział.
— Nie mam zamiaru nigdzie się przenosić. Ja byłam tu pierwsza, więc zmiataj stąd!
— Ani mi się śni — oznajmił, cedząc słowa i jak gdyby nigdy nic, wyciągnął się na leżaku.
Sięgnął na stolik i wziął do ręki kieliszek z drinkiem. Upił łyk, zamruczał z zadowolenia, po czym zerknął w stronę Hermiony, która nadal próbowała zabić go wzrokiem.
— Granger, jesteśmy na wakacjach w tym pięknym hotelu na tej, podobno, odlotowej wyspie. Błagam, nie patrz tak na mnie. Tamten knypek — wskazał ręką chłopca bawiącego się w wodzie z zapewne swoim ojcem — ciągle to powtarza. „Tato, tu jest odlotowo!”, „Mamo, ten hotel jest odlotowy!” — sparodiował, mimowolnie powodując, że na twarzy kobiety pojawił się cień uśmiechu, ale robiła wszystko, żeby tego nie zauważył. — Spotkałem go dzisiaj w samolocie, to nawet mądry dzieciak. Ale nie o nim chciałem mówić. Generalnie chodzi mi o to, że powinnaś wyluzować. Pomimo tego, że jesteś ubrana jedynie w strój kąpielowy, nadal zachowujesz się, jakbyś połknęła kij od szczotki.
— Jestem wyluzowana — odpowiedziała szybko. Za szybko.
— O tak, właśnie widzę ten luz. Patrzysz na mnie wzrokiem bazyliszka, chociaż ja nic złego ci nie robię. Zawsze możesz odwrócić się w drugą stronę i na mnie nie patrzeć. Pewnie mógłbym rozłożyć się na innym leżaku, ale muszę przyznać, że ci mugole są dość… dziwni. Jeden facet cały czas się do mnie uśmiecha i mruga okiem. Chodzi mi o tamtego obok baru. Mam wrażenie, że wszędzie za mną łazi.
Hermiona prychnęła pod nosem.
— To teraz wiesz, jak ja się czuję. Ty też ciągle za mną chodzisz. Najpierw wpadłeś na mnie na lotnisku, potem zamieszkałeś w tym samym hotelu co ja i do tego w sąsiednim pokoju! Dwa razy staranowałeś mnie na parterze, obserwowałeś mnie w restauracji, a teraz opalasz się blisko mnie! — wymieniła, próbując zachować spokój, ale kiedy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, nie wytrzymała i wybuchnęła: — I nie mów, że to przypadek! Ja w to nie wierzę — zaakcentowała.
Turyści pływający w basenie popatrzyli na obojga z zaskoczeniem, co kobieta skomentowała przepraszającym uśmiechem. Poczuła, że rumieni się ze wstydu. Po kilku minutach ludzie wrócili do swoich zajęć, a Hermiona z całej siły uderzyła Dracona w ramię.
— Merlinie, kobieto, to bolało! — jęknął, rozmasowując rękę.
Uśmiechnęła się triumfalnie i ułożyła wygodnie na leżaku.
— Bo miało! Teraz jesteśmy kwita — oświadczyła.
Draco wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem.
— Coś mówiłeś? A zresztą nieważne. Nic mnie to nie obchodzi. Teraz się relaksuję, a ty nie waż się odezwać ani słowem. Zrozumiano? — zapytała, grożąc mu palcem.
Skomentował to prychnięciem. Przez parę minut leżeli, nie odzywając się do siebie. Hermiona odwróciła głowę w drugą stronę, próbując zignorować obecność mężczyzny. Skupiła się na tym, że opala się blisko pięknego basenu i promienie słoneczne otulają jej ciało. Poczuła, że się rozluźnia.  Zamknęła oczy i zaczęła równomiernie oddychać.
— Granger, jak ci się podoba hotel? — Usłyszała głos Dracona.
Uniosła powiekę i zerknęła na niego kątem oka.
— Jeszcze tu jesteś? — zapytała.
Nie skomentował jej pytania, tylko patrzył przed siebie, udając, że obserwuje ludzi pływających w basenie.
— Podoba ci się tutaj? — dopytywał.
Uniosła brew z zaskoczeniem.
— Co ty robisz?
— Zadaję pytania — odpowiedział po prostu.
— Ale dlaczego? — spytała, całkowicie zbita z tropu.
Popatrzył na nią, zdejmując na chwilę okulary przeciwsłoneczne z oczu.
— Bo jestem kulturalny? Tak, to pewnie dlatego.
Parsknęła śmiechem i pokręciła głową.
— No to, jaka jest odpowiedź?
Wyciągnęła się na leżaku i westchnęła. Wiedziała, że mężczyzna nie odpuści, dlatego zrezygnowana się poddała.
— Hotel jest cudowny. Bardzo funkcjonalnie urządzony, a widok za oknem zapiera dech w piersiach. Pokój wydaje mi się za duży dla jednej osoby, ale nie narzekam. Jedzenie także mi smakowało. Jedyny minus tego wyjazdu leży obok mnie i zadaje za dużo pytań — mruknęła z przekąsem, specjalnie akcentując ostatnie słowa.
Draco parsknął śmiechem.
— Oj, Granger, Granger, zawsze szczera do bólu. W sumie mógłbym się poczuć urażony, ale spójrz na to z innej strony. Dzięki mnie nie musisz się obawiać, że będziesz się nudzić.
Prychnęła.
— A co, masz zamiar zafundować mi jakieś rozrywki?
Wzruszył ramionami.
— Nie wiem. Wszystko zależy od tego, jaką będziesz sąsiadką. Kto wie, może będziemy wspominać dawne czasy, siedząc na balkonie i podziwiając zachody słońca?
— Chyba śnisz, Malfoy, chyba śnisz.
Blondyn zaśmiał się krótko.
— Cóż, ktoś kiedyś powiedział, że sny się spełniają, więc może w naszym przypadku też tak będzie.
— Nie sądzę. Mam zamiar trochę się wyluzować, bo podobno jestem zbyt poważna — oświadczyła Hermiona.
Draco uniósł brew z zainteresowaniem.
— Będziesz nocą spacerować po wyspie i odwiedzać wszystkie kluby w okolicy? — zapytał z powątpiewaniem w głosie.
Skinęła głową, co skomentował kolejnym prychnięciem.
— Serio, Granger? Jakoś mi to do ciebie nie pasuje. Znam cię i wiem, że nie jesteś taka.
— Jaka nie jestem?
— Nigdy nie widziałem, żebyś imprezowała.
Wzruszyła ramionami.
— Ludzie się zmieniają, poza tym Mateo będzie mi towarzyszył.
— To ten facet, z którym byłaś w restauracji?
— O tak.
Parsknął śmiechem.
— Ale sobie wybrałaś towarzystwo. Tylko pogratulować.
Rzuciła w jego kierunku ostre spojrzenie.
— O co ci chodzi? — zapytała.
Draco upił łyk drinka, zerkając na nią przelotnie.
— O nic, Granger, ale ten typ wydaje mi się… dziwny. Gdybym był na twoim miejscu, to nie ufałbym mu za bardzo.
— Od kiedy tak dobrze znasz się na ludziach? Nawet z nim nie rozmawiałeś i od razu snujesz domysły wyssane z palca.
Draco westchnął i usiadł na leżaku, opuszczając nogi w jej stronę. Potem zabrał swoje rzeczy i wstał. Popatrzył na Hermionę i powiedział:
— Ja ci tylko radzę, ale oczywiście zrobisz, jak będziesz chciała. Na razie, Granger. Pewnie później się zobaczymy.
Odszedł, pozostawiając Hermionę osłupiałą. Oparła się o leżak i odetchnęła głęboko, próbując zrozumieć, co blondyn miał na myśli, ale nic nie przychodziło jej do głowy.

~*~*~*~*~

Wieczorem po kolacji Hermiona wyszła na balkon, aby odetchnąć świeżym nadmorskim powietrzem i obejrzeć zachód słońca. Podczas tego dnia wiele się wydarzyło — przyleciała na Teneryfę, wpadła na Malfoya, poznała Mateo, znowu wpadła na Malfoya, zjadła obiad w restauracji, była obserwowana przez Malfoya, a niedawno nakrzyczała na niego na basenie. Nie przypuszczała, że podczas urlopu jej myśli będzie zaprzątał arystokrata. Miała nadzieję, że w tym pięknym miejscu będzie całkowicie anonimowa, ale los nie był dla niej zbyt łaskawy. Na dodatek musi mieszkać obok niego, co naprawdę nie napełniało jej optymizmem. Cały czas zastanawiała się, dlaczego Malfoy ostrzegał ją przed Mateo. Według niej był normalnym facetem, który lubił podróżować i spędzać czas na świeżym powietrzu. Oczywiście, miała świadomość tego, że brunet jest kobieciarzem. Sposób, w jaki na nią patrzył, albo jak flirtował z recepcjonistką, coraz bardziej ją w tym utwierdzały.
Popatrzyła na słońce wiszące pomiędzy chmurami. Wyglądało bajecznie, na tle budynków hotelu. Pomarańczowa kula hipnotyzowała ją i Hermiona chciała, żeby ta chwila trwała wiecznie. Gdy spojrzała na zegarek, zauważyła, że do zachodu słońca jest jeszcze godzina, ale i tak nie zamierzała wchodzić do pokoju. Tu było jej dobrze.
Nagle usłyszała szelest. W pierwszej chwili pomyślała, że jej się zdawało, ale potem znowu coś zaszeleściło. Zmarszczyła czoło i powoli zerknęła w lewo. Ku jej wielkiemu zdziwieniu przy takim samym stoliku jak jej i na identycznym krześle siedział Draco Malfoy. Nie poruszał się, tylko patrzył — na nią.
Przełknęła ślinę i spuściła wzrok, co skomentował cichym śmiechem.
— Ładne widoki, prawda? — zapytał spokojnym głosem.
Przytaknęła i zrobiła taki ruch, jakby chciała wstać z krzesła.
— Idziesz już? Myślałem, że chcesz obejrzeć zachód słońca.
Zmieszała się nieco, słysząc jego uwagę, po czym wstała z krzesła, próbując uniknąć wzroku mężczyzny. Kiedy stanęła blisko drzwi, ukradkiem na niego zerknęła.
— Obejrzę kiedy indziej. Jestem zmęczona i chyba pójdę spać.
Westchnął głęboko.
— Cóż, jak chcesz. Nie będę cię zatrzymywał, ale prawda jest taka, że moja obecność w ogóle by ci nie przeszkadzała. Zobacz, ja tu tylko siedzę i nic nie robię. Nawet nie przechodzę na twój balkon, co w gruncie rzeczy byłoby dość ryzykowne, a nie chciałbym wylądować tam na dole — mruknął, wskazując ręką płytki obok basenu.
Parsknęła śmiechem i uśmiechnęła się lekko.
— I kto to mówi? Czarodziej z krwi i kości boi się wysokości. Cóż, gdyby tak było, to chyba nie powinieneś być szukającym Ślizgonów i latać na miotle, prawda? — zapytała ironicznie.
Spojrzał na nią jak na wariatkę.
— Granger, zapewniam cię, że nie boję się wysokości, ale nie zamierzam pokazywać swoich magicznych zdolności w hotelu pełnym mugoli. To nie byłoby zbyt mądre, nie sądzisz?
— Faktycznie, pewnie pomyśleliby, że oszalałeś. Ale zawsze można powiedzieć, że to od słońca. Podobno zbyt duża dawka promieniowania słonecznego lasuje umysł, więc jest dla ciebie nadzieja — oświadczyła, wyraźnie rozbawiona swoją wypowiedzią.
Blondyn pogroził jej palcem.
— Nie bądź taka mądra. Zapewniam cię, że z moim umysłem jest wszystko w porządku.
— Dobrze wiedzieć — mruknęła cicho.
Przez chwilę na siebie zerkali, nic nie mówiąc. Hermiona zrobiła kilka kroków w stronę drzwi i już miała wejść do środka, kiedy usłyszała głos mężczyzny.
— Granger…
— Hm?
— Mam dla ciebie propozycję.
Uniosła brew ze zdziwieniem.
— Jaką? — zapytała.
— Siedzę tutaj od dłuższego czasu i zastanawiam się nad tym, co dzisiaj się wydarzyło. Dobrze cię znam i wiem, że nie lubisz być w centrum zainteresowania, dlatego myślę, że skoro jesteśmy skazani na swoją obecność... To znaczy, skoro musimy koło siebie mieszkać, to powinniśmy zawrzeć coś w rodzaju rozejmu. Przynajmniej na czas naszego pobytu tutaj. Potem i tak każde z nas pójdzie w inną stronę i pewnie więcej się nie zobaczymy. Co ty na to, Granger?
Zamrugała parokrotnie, chcąc zrozumieć jego propozycję. W sumie wydawała się rozsądna, bo nie chciała się kłócić i być przez to obiektem żartów innych turystów. Po dzisiejszym dniu wiedziała, że ciągłe przepychanki nie mają sensu, a te dwa tygodnie miną dość szybko. Przynajmniej taką miała nadzieję.
Uchwyciła jego spojrzenie i przytaknęła.
— Zgoda. Możemy zawrzeć rozejm.
— Dobra decyzja.
— Tak, wiem, ale teraz pójdę już położyć. Jestem bardzo zmęczona i podejrzewam, że gdybym posiedziała tu dłużej, usnęłabym na siedząco.
Draco uśmiechnął się przebiegle.
— Nie byłbym tego taki pewny. Wiesz, w tak dobrym towarzystwie szybko się nie zasypia. Moglibyśmy powspominać dawne czasy…
— Możemy to zrobić innym razem, ale dzięki za propozycję — przerwała mu, otwierając drzwi balkonowe. — Dobranoc, Malfoy.
Powoli weszła do pokoju, a kiedy była w środku, usłyszała głos blondyna:
— Dobranoc, Granger. Tylko nie jęcz przez sen, bo chciałbym się wyspać!
Otworzyła szeroko oczy i wyjrzała na balkon. Blondyn uśmiechał się szeroko i wyglądał tak, jakby chciał się roześmiać. Wymamrotała pod nosem coś o niewychowanych mężczyznach z dziwnym poczuciem humoru i zatrzasnęła drzwi balkonowe. Kiedy przechodziła przez salon do łazienki, usłyszała głośny śmiech. Zatrzymała się na chwilę i wytężyła słuch. Śmiech był coraz bardziej donośny i wtedy naprawdę dotarło do niej, że to Draco tak się śmieje. Jednak było w tym coś dziwnego. Nie wyczuwało się w nim żadnej sztuczności. Pierwszy raz w życiu słyszała, jak Draco Malfoy naprawdę się śmieje. Mimowolnie na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech i nawet nie przeszkadzało jej to, że to ona jest obiektem jego żartów.
 ____________

Witajcie :) po długiej przerwie publikuję kolejny rozdział historii. Wiem, że obiecałam Wam, że pojawi się wcześniej, no ale miałam wiele na głowie. Zazwyczaj rozdziały piszę w ciągu tygodnia, a ten pisałam ponad miesiąc. Długo, prawda? Jednak mam nadzieję, że Wam się podoba ;) Wreszcie akcja się rozkręca i już mam zarys pomysłu na kolejny (w tym dość komiczne sceny z udziałem Draco i Hermiony). Jestem ciekawa Waszych opinii ;)
Przy okazji chciałam podziękować Rzan za to, że poświęciła swój czas i wytłumaczyła mi kilka rzeczy. Nawet nie wiesz jak bardzo mi to pomogło :)

To tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Czyli się podoba? Hah miło ;) Dziękuje za komentarz

      Usuń
  2. Hejo hejooo :D
    Przybywam i ja, po trudach i znojach, gdy wreszcie udało mi się sklecić coś, co można nazwać rozdziałem, mam więcej czasu i wykorzystuję go produktywnie :P
    Baaardzo klarownie opisałaś hotel i całą okolicę i przyznam się z ręką na sercu, iż marzę o takim miejscu! Jak chcesz możesz mnie zapakować w walizkę już teraz i wysłać tam, hen daleko! I nie martw się o mnie, z lotniska odbierze mnie przecież Draco :D
    I nie mam zamiaru pisac nic, absolutnie nic o jego wyglądzie, opalaniu, podziwianiu zachodu słońca, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że moja miłość stanie się nie do okiełznania.
    Przejdźmy zatem do Mateo, którego nazwisko baaaardzo mnie zaintrygowało! Bo jeśli mając na myśli wykreowanie postaci skupiałaś się na pierwowzorze, czyli amerykańskim siatkarzu o nazwisku Matt Anderson to ja jestem absolutnie na tak!!! I już mam go przed oczami hmmm :P
    Pozdrawiam! Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że jesteś :) Bardzo mnie to cieszy.
      Chciałam żebyście mieli hmm jasny obraz sytuacji. Możliwe, że czasem jest zbyt szczegółowo, ale nie mogłam się powstrzymać :D Jasne, jeśli chcesz nawet zaraz mogę skołować bilet i jedź hen hen daleko! Tylko wyślij jakąś kartkę z pozdrowieniami, żebym wiedziała, że żyjesz :D
      Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałam o tym, że istnieje taki siatkarz. Teraz zajrzałam do googli i aż mnie zatkało, och Merlinie, on jest taki sweet <3
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Hej wpadłam tu z zamiarem przeczytania " muzycznej misji " ale jakoś tak wpadłam na pierwszy rodział tego opowiadania i po prostu się zakochałam od pierwszego wejrzenia, że tak to ujmę
    Super piszesz przeczytałam twoje trzy długie rodziały jednym tchem i nie mam żadnych zastrzeżeń
    Fabuła ciekawa,rozdziały mają porządną długość i podobają mi się opisy wewnętrznych przeżyć bohaterów
    To jest komentarz do do trzech Rozdziałów bo nie chce mi się pisać trzech oddzielnie
    Martwią mnie tylko odstępy między kolejnymi notkami, mam nadzieje ze wystarczy Ci samozaparcia i weny aby dobić do epilogu
    Może chociaż jeden rozdział na 2 miesiące?
    Rozumiem ze masz życie prywatne i blog pewnie pochłania trochę twojego czasu i sił, mam nadzieję że jednak nie porzucisz tego opowiadania i chociaż dla jednej fanki będziesz kontynuować
    Szkoda ze masz tak mało komentarzy się myślę iż wynika to z faktu ze twoje opowiadanie jest tak mało znane
    Trzymam kciuki i czekam na rozdział 4
    Pozdrawiam i weny życzę ":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to, że znalazłaś chwilę, żeby skomentować. To dla mnie wiele znaczy ;) Cieszę się, że historia przypadła Ci do gustu. Rozdziały zapewne będą miały podobną długość. Nie umiem się streszczać i zawsze wszystko rozwlekam :D
      Jeśli chodzi o dodawanie rozdziałów, cóż, miałam małe zawirowania w życiu i brakowało czasu na pisanie, ale teraz powoli wszystko się stabilizuje i myślę, że niedługo pojawi się kolejny rozdział.
      To opowiadanie oczywiście napiszę do końca. Możesz być o to spokojna ;)
      Być może masz rację, jeśli chodzi o ilość komentarzy. Muszę po prostu powiadomić moich czytelników, że rozdział jest dostępny :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Fajne opowiadanie, a Twoje rozdziały są mega długaśne :) Czy Draco już coś knuje?
    Pozdrawiam i życzę weny
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Zaczynajcie się przyzwyczajać do tak długich części. Draco na razie tylko obserwuje ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Akurat idealny rozdział na drogę powrotną do domu. :)
    Nie wiem, czemu jest tu tak mało komentarzy. :< Trzeba to nadrobić!

    Po pierwsze fajnie długi ten rozdział. Z ciekawości, ile stron w Wordzie? Bo ja się właśnie zastanawiam, czy swój już kończyć czy jeszcze powinnam coś dopisać. U Ciebie ta długość wyszła bardzo okej, nie zanudziłam się, było tak w punkt. :)

    Mateo, ach Mateo. Po słowach Draco od razu zaczęłam go podejrzewać o złe zamiary. Ciekawe, czy to specjalne zagranie Malfoya, coby miał mniejszą konkurencję, czy faktycznie coś jest na rzeczy. Ale dobrze wykreowana postać, szczególnie z pomyłką w sprawie recepcjonistki. Naturalnie to wyszło. :)

    Natomiast Hermiona x Malfoy jak dwoje małych bachorów! Tak się droczą dziecinnie, że nic innego nie przychodzi mi do głowy. :D Przyznam szczerze, że Hermiona tutaj wypada dużo mniej dojrzale niż Draco (co w sumie mi się podoba, jako że mam generalną, kanoniczną awersję do Granger). Krzyczy na niego, każe mu zmieniać pokój, leżak. No ja dzieci. Robisz z tego naprawdę komedię romantyczną, taką filmową, że aż widzę, jak ją zaczynają kręcić! :D

    Końcowy śmiech mega mnie rozczulił i uśmiecham się do tej pory na tę myśl. :)

    Ciekawe, co nam zafundujesz dalej, albo raczej co zafundujesz naszej parce, a nawet trójkątowi. ;D Weny, czasu i wakacyjnego słońca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że rozdział umilił Ci powrót do domu :) Właśnie nadrabiam zaległości u innych, więc jest nadzieja, że pojawi się więcej komentarzy.
      Ten rozdział ma 21 stron i ponad 10k słów. Jeżeli uważasz, że zawarłaś wszystko co chciałaś, to nie ma sensu przedłużać :) Ja od początku chciałam, żeby ten rozdział był tak obszerny i bardzo dobrze, że nie zanudza!
      Draco jest takim cichym obserwatorem, ale on swoje wie i możliwe, że niedługo wyjawi, o co tak naprawdę mu chodzi. Mateo miał być takim wyluzowanym gościem, który samym sobą podrywa kobiety. Miło że udało mi się go fajnie wykreować. Dziękuję :)
      Ach ten duet jeszcze nie raz Was rozbawi. Planuję niezłą komedię z ich udziałem i mam nadzieję, że nie wyjdzie z tego tania parodia. Na szczęście nad wszystkim czuwa Rzan, więc w razie czego naprowadzi mnie na dobry tor.
      Końcowy śmiech miał być taką wisienką na torcie. Jak pisałam ten fragment, sama nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu :)
      Prace nad kolejnym rozdziałem już trwają, więc zapewne niedługo zacznę pisać. Powiem tylko tyle, że będzie się działo! :D
      Dziękuję bardzo i pozdrawiam

      Usuń
  6. Serdecznie zapraszam na land-of-grafic do postu nr 2025-2030 po odbiór zamówionego szablonu.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Szablon