piątek, 16 marca 2018

Rozdział 5


Zapowiadał się kolejny dzień pełen wrażeń w Hotelu „Albatros”. Pracownicy od rana mieli ogrom pracy, ponieważ kończył się turnus jednej z większych grup turystów i musieli dopełnić formalności z wymeldowaniem. Na dodatek pogoda trochę się zepsuła, więc odpoczywający na Teneryfie wczasowicze głównie spędzali czas na terenie hotelu, przez co personel nie miał chwili wytchnienia.
Byli także tacy, którzy odpoczywali w samotności. Mowa o Hermionie Granger, która niedawno wróciła z porannego spaceru i siedziała w fotelu, trzymając w rękach książkę. Wydawać by się mogło, że jest pochłonięta lekturą, lecz jeśli obserwowałoby się ją przez parę minut, można było dostrzec, że od jakiegoś czasu patrzy na tę samą stronę. Tak naprawdę była pochłonięta swoimi myślami, a raczej wspomnieniami ubiegłego dnia. Nie chodziło o zwierzęta i piękne rośliny, które miała okazję zobaczyć, ale o dwójce mężczyzn, odgrywających główne role w wycieczce do Loro Parku — Mateo i Draco. Różniło ich wszystko; wygląd, zachowanie, sposób bycia, ale jedno mieli wspólne — tak samo podnosili jej ciśnienie. Nadal nie mieściło jej się w głowie to, co wydarzyło się wczoraj. Odkąd przybyła na Teneryfę, myślała, że Mateo jest nią szczerze zainteresowany, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, ale gdy tylko przestała zwracać na niego uwagę, po prostu zniknął. Nie, żeby jej to nie przeszkadzało, ale po prostu czuła zawód. Draco natomiast od przyjazdu działał jej na nerwy tak jak za dawnych lat. Marzyła jedynie o tym, żeby nie wchodził jej w drogę, a tymczasem najlepiej z tamtej wycieczki wspominała wspólne ratowanie świata przed zagładą. Być może cała sytuacja była szalona, ale… czuła niemałą satysfakcję, a za każdym razem, gdy przypominała sobie ich rozmowę, sugestywne spojrzenia i spontaniczną grę aktorską, na jej twarzy pojawiał się szeroki uśmiech. Kto by pomyślał, że jego sprawcą będzie nie kto inny jak Draco Malfoy?
Nagle z rozmyślań wytrącił ją niespodziewany dźwięk. Rozejrzała się w poszukiwaniu jego źródła, ale nie dostrzegła nic podejrzanego. Miała wrażenie, że skądś znała tę melodię… Niemal sekundę później dotarło do niej, że to dzwonek jej mugolskiego telefonu, który… był przypisany do numeru Harry’ego! Od razu w głowie pojawiły się czarne myśli, ponieważ miał do niej dzwonić tylko w sytuacji awaryjnej. Momentalnie zerwała się z fotela, ignorując spadającą na podłogę książkę, i skierowała do komody, gdzie schowała torebkę. Gdy chwyciła ją w swoje dłonie, przewertowała zawartość, ale jak na złość, nie mogła znaleźć komórki. Próbowała zlokalizować kieszeń, z której dochodził dźwięk i po kilku minutach wyjęła aparat z torebki. Zerknęła na wyświetlacz, a gdy upewniła się, że to Harry, poczuła wielką gulę w gardle, jednak mimo strachu, nacisnęła zieloną słuchawkę.
— Halo? — zapytała drżącym głosem.
— Cześć, Hermiono — odpowiedział znajomy głos.
— Na Merlina, Harry! Chcesz, żebym dostała zawału?
Usłyszała cichy śmiech.
— Nie. Dlaczego? — zapytał ironicznie.
— Przed moim wyjazdem umówiliśmy się, że będziesz do mnie dzwonił, gdy stanie się coś złego. No więc, co się stało? Ministerstwo upadło? Minister zaginął? Nie mam tutaj dostępu do czarodziejskiej prasy i mogę nie być na bieżąco… ale jeżeli stało się coś strasznego…
— Nic się nie stało.
— Wiedziałam, że mój wyjazd był pomyłką. Nie powinnam była w ogóle brać urlopu. Tak, gdybym nie wyjechała to może…
— Hermiono, posłuchaj mnie — poprosił Harry łagodnym głosem.
— Jak możesz być tak spokojny! — oburzyła się kobieta.
— Ponieważ wszystko jest w najlepszym porządku. I zanim mi przerwiesz — powiedział, podnosząc głos, nie pozwalając siebie zagłuszyć — powiem ci, dlaczego dzwonię. Chciałem po prostu wiedzieć, jak się miewasz, jak spędzasz wakacje. Ale z twojego głosu wnioskuję, że masz się całkiem nieźle. Ta bojowość i gotowość to działania, prawdziwa Hermiona Granger.
— Och, nie kpij ze mnie. Naprawdę się wystraszyłam, że przez mój urlop nasz świat mógłby…
— O ile mnie pamięć nie myli, to ja jestem Wybrańcem, czyż nie?
Hermiona przewróciła oczami.
— Od kiedy tak wyostrzył ci się język? Zawsze myślałam, że cięte riposty nie są w twoim stylu. Ale nie czas na to. Co to w ogóle za pomysł, żeby do mnie dzwonić? Tak bez powodu?
— Przyjaźnimy się, a przyjaciele powinni mieć ze sobą kontakt, dlatego postanowiłem się do ciebie odezwać. Nie powinnaś być zdziwiona.
Na twarzy kobiety pojawił się lekki uśmiech.
— Oj jestem, bo szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie ciebie z telefonem przy uchu. To takie…
— Nierealne? Cóż, ostatnio tak przesiąkłem magicznym światem, że ciężko mi było wybrać twój numer. Jednak wreszcie się udało. No to opowiadaj jak tam twoje wakacje?
Hermiona westchnęła.
— Intensywnie. Jestem tu dopiero trzeci dzień, a odwiedziłam już jedno z najpiękniejszych miejsc. Planuję także dalsze zwiedzanie, ale najbardziej cieszy mnie piękna pogoda. Hotel także ma w sobie coś niezwykłego. Gdybym tylko nie musiała użerać się z… Och, prawdę mówiąc, nie mam nawet czasu czytać książek, więc możesz się domyślić, ile mam tu zajęć.
— Hermiona Granger nie ma czasu na czytanie? Merlinie, świat zwariował. Przecież ty to robisz… od zawsze. — W głosie Harry’ego dało się wyczuć nutkę zaskoczenia.
— Prawda, prawda, ale ja ostatnio robię wszystko na przekór sobie i w gruncie rzeczy dobrze mi z tym.
Przez chwilę zapanowała cisza między nimi. Hermiona nie była pewna, czy przyjaciel analizuje sens jej słów, czy szuka adekwatnej do sytuacji odpowiedzi. Gdy już otworzyła usta, by coś powiedzieć, zapytał:
— Daleko od nas jesteś?
Mimo że jakaś cząstka jej spodziewała się takiego pytania i tak była zaskoczona, że padło tak szybko. Bez podchodów, bez owijania w bawełnę. Ot jak gdyby nigdy nic. Zamknęła oczy, próbując opanować targające jej ciałem emocje. Z jednej strony mogłaby odpowiedzieć, ale z drugiej obawiała się, że ta informacja dotrze do Rona, a tego nie chciała. Wzięła głęboki oddech.
— Harry, przepraszam, ale nie mogę powiedzieć. Nie chciałabym, żeby dowiedziały się o tym pewne osoby, a zwłaszcza… Ron.
Mężczyzna prychnął głośno.
— Znasz mnie i wiesz, że nie mógłbym mu powiedzieć. Nie zdradzam tajemnic. W ogóle nie zdradzam nic i nikogo, w przeciwieństwie do niego.
— To nie pora na analizowanie jego zachowania. Było, minęło. Chcę przez te kilka dni zapomnieć o tym, co mi zrobił. Odciąć się od rzeczywistości i po prostu być, chociaż to nie takie proste, jakby się mogło wydawać.
— Domyślam się, choć nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Jeżeli nie chcesz powiedzieć, gdzie wyjechałaś, rozumiem. Szanuję twoją decyzję. Ale czy mogłabyś mi obiecać, że odezwiesz się do mnie, gdy będziesz wracać? Odrobina przyjacielskiego wsparcia zapewne ci się przyda.
Hermiona parsknęła śmiechem.
— Oczywiście, poinformuję cię o dacie powrotu. A tak nawiasem mówiąc, to co powinieneś teraz robić? Zdaje mi się, że siedzisz w pracy. Ładnie to tak się obijać? Wybraniec powinien świecić przykładem.
Kobieta oczami wyobraźni widziała, jak Potter z roztargnieniem przeczesuje swoje włosy.
— Nie obijam się, po prostu… rozsądnie gospodaruję czasem. Mam do napisania miesięczny raport, ale na pewno zdążę. Lepiej opowiedz, co już zwiedziłaś. Chętnie posłucham.
Hermiona pokręciła głową, głośno wzdychając.
— Dlaczego za każdym razem mam nadzieję, że zmienisz swoje przyzwyczajenia i przestaniesz odkładać rzeczy na później? Nawet, teraz gdy pracujesz jako auror, nie ustalasz sobie priorytetów. Tyle razy wam powtarzałam…
— Hermiono, naprawdę nie musisz zaprzątać sobie tym głowy. Wszystko jest pod kontrolą.
— Nie jestem co do tego przekonana.
— Poradzę sobie, a chwila rozmowy z tobą mnie nie zbawi. Poza ty… — Harry urwał w połowie wypowiedzi, co zaskoczyło Hermionę, ale po chwili znów usłyszała jego głos. — Hermiono, nie obrazisz się, jeśli przerwiemy rozmowę? Właśnie dostałem wiadomość od Kingsleya. Czeka na mnie w gabinecie. Sama rozumiesz.
— Oczywiście, praca jest ważniejsza. Leć, nie przejmuj się mną — powiedziała szybko.
— Obiecuję, że niedługo zadzwonię.
Hermiona westchnęła cicho.
— Koniec tych pogaduszek, biegnij do ministra — ponagliła go. — Porozmawiamy za kilka dni.
— Dobrze, miłego odpoczynku. Jak możesz, wyślij jakąś kartkę. Przynajmniej obejrzę widoki. Bo pewnie są niesamowite, prawda?
— Owszem są, ale idź. Minister czeka!
— Okej, już idę. To na razie!
Po tych słowach Harry rozłączył się, nie czekając na odpowiedź Hermiony. Przez chwilę stała, zerkając na telefon i uśmiechając się szeroko. Pokręciła głową, odkładając telefon na komodę, po czym odwróciła się i podeszła do fotela, obok którego leżała książka. Podniosła ją i z namaszczeniem położyła na stoliku. Poczuła powiew morskiego powietrza, co zachęciło ją do wyjścia na balkon. Tam oparta o balustradę obserwowała turystów spędzających czas nad basenem. Długo nie trwało, a znów usłyszała dźwięk telefonu.
Zatrzymała się w pół kroku, wyraźnie zaskoczona, że Harry tak szybko dzwoni. Zmarszczyła czoło i podeszła do komody, sięgając po aparat.
— Hej, zapomniałeś o czymś? Miałeś być na spotkaniu — powiedziała pospiesznie.
Odpowiedziała jej cisza, co spowodowało jeszcze większe zdumienie. Otworzyła usta, aby coś dodać i wtedy usłyszała głos.
— Więc dobrze myślałem, że dalej utrzymujecie kontakt.
Jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości.
— Ron?
— Tak, twój chłopak.
Prychnęła pod nosem.
— Dla twojej wiadomości: od kilku dni były chłopak.
— Och, daj spokój, to był tylko… nic nieznaczący incydent.
Jego słowa były jak cios w serce. Poczuła się tak, jakby grunt osuwał się jej pod nogami, jednak wiedziała, że nie może dać po sobie poznać, że to w jakiś sposób na nią wpłynęło. Walcząc sama ze sobą, wyprostowała się i powiedziała do słuchawki:
— Dla mnie to miało znaczenie, ale nie mam ochoty z tobą rozmawiać, a tym bardziej o tym, co zaszło. Więc najlepiej będzie, jeśli zakończymy tę rozmowę.
— Nie! Poczekaj chwilę. Chcę ci powiedzieć coś ważnego.
— Niby co? Że jest ci przykro i że to było nieporozumienie? Błagam cię, Ron, nie wmawiaj mi czegoś, w co sam nie wierzysz.
Rudzielec jęknął cicho i przez chwilę zapadła między nimi cisza. Gdy nieco się przedłużała, kobieta nie wytrzymała.
— Skoro nic nie mówisz, to się rozłączam. Cześć.
Kiedy nieco odsunęła telefon od ucha, usłyszała głos mężczyzny.
— Przepraszam, nie chciałem, żeby to wszystko się wydarzyło. Dafne omotała mnie, nie wiedziałem, co robię, a kiedy powiedziała, że moja kariera może ewoluować, zgłupiałem.
— Dobrze, że jesteś tego świadomy, ale myślę, że to niewiele zmienia między nami. W gruncie rzeczy nic.
— Hermiono, proszę cię, wróć do domu. Obiecuję, że będzie jak dawniej, naprawdę…
Aż otworzyła szeroko oczy, niedowierzając w jego słowa. Czy on chciał, żeby tak po prostu o wszystkim zapomniała?
— Żartujesz, prawda?
— Nie, dlaczego? — zapytał z zaskoczeniem.
— Jeżeli myślisz, że po tym, co mi zrobiłeś, mogłabym tak po prostu wrócić, jesteś w wielkim błędzie. Złamałeś mi serce i prawdę mówiąc, nawet nie chcę z tobą rozmawiać.
— Ale, Hermiono, ja… ja ciebie kocham.
— Gdybyś mnie kochał, nie zdradziłbyś mnie. Tak się po prostu nie postępuje. Przypomnę tylko jedno — masz się wynieść z mieszkania do mojego powrotu. Koniec i kropka.
— Ja też jestem jego właścicielem!
Hermiona zamknęła oczy, chcąc powstrzymać gniew. Gdy odliczyła do dziesięciu, powiedziała spokojnie.
— Ron, nie utrudniaj tego. Wiem, że sytuacja nie jest łatwa, ale tak będzie najlepiej dla wszystkich.
— Hermiono, nie wygłupiaj się!
— Mówię całkowicie poważnie. Żegnam!
Gdy zakończyła rozmowę, cała się trzęsła. Kumulujące się emocje eksplodowały ze zdwojoną siłą i jakby w odruchu bezwarunkowym rzuciła telefon na fotel. Nie mogła zrozumieć zachowania Rona. Domyślała się, że Dafne chciała go tylko wykorzystać i dlatego nie czuła nawet krzty współczucia.
Jednak najbardziej była zaskoczona faktem, że Ron tak lekko podchodził do swojej zdrady. Nie widział w tym nic złego i po prostu chciał, aby było jak dawniej.
— Nie w tym życiu, Ronaldzie Weasley. Nie wrócę do ciebie — wyszeptała, tłumiąc łzy napływające do oczu.
Próbowała nie dać się ponieść uczuciom, ale one powoli przejmowały kontrolę nad jej ciałem, dlatego nie wahając się ani chwili, postanowiła wyjść na świeże powietrze. Szybko podniosła telefon z fotela, by wrzucić go do komody. Złapała torebkę oraz klucz do pokoju, po czym szybko wyszła na zewnątrz, zatrzaskując z całą siłą drzwi. Ignorując wszystkich dookoła, obróciła się w prawo i szybkim krokiem przemaszerowała do windy.
W tym samym czasie korytarzem szedł Draco, który właśnie wrócił z siłowni. Od razu zauważył idącą prosto na niego Hermionę. W ostatniej chwili zrobił unik, by na niego nie wpadła. Gdy go minęła, stał i patrzył, jak odchodzi, zastanawiając się, co jej się stało. Zazwyczaj przynajmniej się z nim witała, a dzisiaj wyglądała tak, jakby ktoś ostro ją zdenerwował. Tylko kto byłby na tyle głupi? Miał kilka typów.

~*~*~*~*~*~

Jej stopy odbijały się rytmicznie od chodnika, gdy maszerowała przed siebie, nie zwracając uwagi na mijających ją ludzi. Potrzebowała chwili spokoju i ciszy, a wyludnioniona plaża wydawała się idealnym miejscem. Zatrzymała się na drewnianym molo, zdjęła buty i powoli dotknęła piasku stopą. Przez jej ciało przeszedł dreszcz, ale w gruncie rzeczy podobało jej się to uczucie. Zrobiła odważny krok i jakby w transie przeszła do brzegu, obserwując odbijające się na mieliźnie fale. Wzięła głęboki oddech, czując przyjemny słony zapach, a delikatna bryza rozwiewała jej związane włosy. Od zawsze uwielbiała morze i ten hipnotyzujący krajobraz. Spacery przy brzegu były okazją do rozmyślania o ówczesnych problemach i sytuacjach, z którymi musiała się borykać. Jednak dzisiaj nie zamierzała nic wspominać czy analizować. Chciała jedynie zapomnieć o tym, co miało miejsce kilka dni temu, a przede wszystkim o dzisiejszej rozmowie telefonicznej z Ronem. Wydawało jej się, że radzi sobie z całą sytuacją, ale jego słowa sprawiły, że wszystko wróciło. Nie potrafiła wymazać z głowy wydarzeń z Londynu, tego bólu i samej świadomości zdrady. To było silniejsze od niej, a najgorsze zapewne jeszcze przed nią, ponieważ zdawała sobie sprawę z faktu, że nie da się tak szybko zapomnieć. Minęły dopiero kilka dni i nawet jeśli byłaby najsilniejszą osobą na świecie, niechciane emocje nadal tliły się w jej sercu.
Pokręciła głową, chcąc odgonić myśli. Miała o tym nie rozmyślać, po prostu iść przed siebie i chociaż na chwilę się odciąć. Nigdy nie była w takiej sytuacji i tak naprawdę nie umiała radzić sobie z rozstaniem, a przede wszystkim z uczuciem zawodu, które powodowało. Na dodatek po dzisiejszym telefonie uświadomiła sobie, że Ron nigdy nie traktował jej poważnie. Niby zapewniał o swojej miłości, ale jakoś nie potrafiła tego zrozumieć, bo czy osoba, która kogoś kocha, zdradza?
Warknęła ze złości. Miała o nim nie myśleć, jednak to było trudniejsze, niż przypuszczała. Powoli uniosła wzrok i rozejrzała się w obie strony. Na plaży znajdowały się pojedyncze osoby. W oddali zauważyła mężczyznę i kobietę z dziećmi, które z radosnym piskiem wbiegały do morza, po czym uciekały przed atakującymi je falami. Uśmiechnęła się na ten widok. Dziecięcy śmiech potrafił ukoić nie jedno złamane serce, a właśnie teraz najbardziej tego potrzebowała. Obserwowała maluchy przez kilka minut, a one jak gdyby nic bawiły się w najlepsze.
Bryza wzmogła się i Hermiona poczuła mocniejszy podmuch, co spowodowało, że momentalnie otuliła się rękami. Sięgnęła do torebki po sweter, który zawsze nosiła na wszelki wypadek. Gdy zabezpieczyła się przed zimnem, odwróciła się na pięcie i mało brakowało, żeby na kogoś wpadła.
Odzyskała równowagę i zerknęła w górę, rozpoznając błyszczące oczy i uprzejmy uśmieszek. Mateo.
— Cholera — zaklęła cicho, dodając w myślach: — Jeszcze jego brakowało.
— Cześć, Hermiono — powiedział miłym tonem.
— Witaj.
Nawet nie miała ochoty udawać, że cieszy się na jego widok. Po wczorajszej sytuacji w parku postanowiła trochę się zdystansować. Nie chciała wdawać się z nim w dyskusje i tak naprawdę jedyne, o czym marzyła, to samotność. Tak, tylko jej teraz potrzebowała, ale jak na złość los ewidentnie z nią pogrywał.
— Coś się stało? — zapytał cicho.
— Nie, dlaczego?
— Jesteś jakaś zamyślona.
Westchnęła przeciągle.
— Raczej zmęczona — wymamrotała.
Skinął lekko głową, patrząc na fale odbijające się od brzegu.
— Też lubisz przychodzić na plażę?
— Tak, zawsze mnie uspokaja ten szum fal i błoga cisza.
— Takie miejsca mają niesamowity urok. — Zerknął przelotnie w lewo. — O, zobacz, te dzieci zbudowały zamek z piasku. Niezła konstrukcja.
Hermiona z zaciekawieniem skierowała się w tamtą stronę. Dzieciaki biegały przy brzegu i pomagały prawdopodobnie swojemu ojcu formować zamek z mokrego piasku.
— Będą miały co wspominać — powiedziała, lekko się uśmiechając.
— O tak.
Kobieta obróciła się na pięcie i zerknęła przelotnie na Mateo.
— Muszę już iść, cześć.
Szybko go ominęła, mając nadzieję, że nie będzie jej zatrzymywał. Niestety, zrobił to. Poczuła mocny ucisk na swym lewym ramieniu. Zatrzymała się wpół kroku, zamykając oczy, aby powstrzymać emocje targające jej ciałem. Po prostu stała i czekała, aż Mateo coś powie.
— Jesteś na mnie zła?
Słysząc to pytanie, na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie wymieszane z irytacją. Szybko przekręciła głowę w jego stronę.
— Naprawdę chcesz znać odpowiedź?
— Co jak co, ale to nie ty masz powód do złości — mruknął, kompletnie ją zaskakując.
— Słucham?!
— Nawet chwili nie mogłem z tobą porozmawiać, byłaś tak zaabsorbowana otoczeniem — sapnął z oburzeniem. — Poza tym nie wiem, dlaczego postanowiłaś słuchać tego pseudo przewodnika. On nie miał pojęcia, o czym mówi…
— Gdybyś go słuchał, nie opowiadałbyś takich bredni!
Mateo parsknął śmiechem.
— Wierz mi, wiele już widziałem i bardzo dobrze wiem, jak rozpoznać prawdziwego pasjonata. Ten cały Blake to amator. Nie dziwię się, że wszyscy go olewali. — Hermiona skrzywiła się na jego ostatnie słowa, więc dodał, wskazując na nią — Och, przepraszam. Wszyscy z wyjątkiem ciebie.
Kobieta starała się opanować emocje, ale jego dosadność bardzo to utrudniała. W gruncie rzeczy mogłaby ciągnąć tę dyskusję, jednak czy miało to jakikolwiek sens? Każde z nich miało swoje przekonania i nie wierzyła, aby zmieniły się one pod wpływem wypowiedzianych słów. Poza tym ten dzień od rana nie szedł po jej myśli.
Wzięła głęboki oddech, zamykając oczy. Przyszła tutaj, aby się odciąć od problemów, więc powinna zrobić wszystko, aby to się udało. Musiała zakończyć tę wymianę zdań, bo zapowiadało się, że nie przyniesie nic dobrego.
Wyprostowała się i popatrzyła na Mateo, który wyglądał na poirytowanego.
— Mateo, posłuchaj. Przyszłam tutaj, żeby się zresetować i przestać rozmyślać o problemach, które od kilku dni mnie przytłaczają. Naprawdę nie mam siły i ochoty na dyskusje na temat wczorajszej wycieczki. Być może oboje mogliśmy zachować się inaczej. Było, minęło. Obawiam się, że gdybyśmy kontynuowali tę rozmowę, powiedziałabym za dużo, a naprawdę nie chcę robić sobie w tobie wroga. Mam nadzieję, że mimo wszystko dobrze się bawiłeś, bo ja będę do końca życia pamiętać ten wyjazd. Oczywiście z pozytywnej strony i tobie też radzę tak zrobić. Bo kto wie, może już nigdy tam nie pojedziemy? Przynajmniej ja. — Poprawiła torebkę na ramieniu. — Tak jak mówiłam wcześniej, przyszłam tu, aby się odciąć od wszystkiego, dlatego pozwól, że sobie pójdę. Najlepiej w przeciwnym kierunku.
— Hermiono, ja nie chciałem…
Machnęła ręką, przerywając mu.
— Wiem, ja też nie planowałam wielu rzeczy, ale najwidoczniej tak już musi być. Cóż, życzę miłego dnia. Baw się dobrze. Cześć.
Po tych słowach ponownie się obróciła i ruszyła brzegiem morza. Nawet nie liczyła na to, że będzie ją zatrzymywał. Nie chciała tego. Pragnęła jedynie jak najszybciej zniknąć z zasięgu jego wzroku. Żałowała, że nie może się teleportować. To byłoby najlepsze rozwiązanie tej żenującej sytuacji. Jego słowa odbijały się echem w jej głowie. Nadal nie mogła zrozumieć, co jest złego w rozmowie z przewodnikiem. Przecież na tym polega ich praca. To dość irracjonalny powód do wyrzutów, przynajmniej w jej odczuciu.
Warknęła pod nosem, kręcąc szybko głową. Miała nie analizować i nie rozmyślać. Najpierw Ron, teraz Mateo… Co jeszcze? Może Malfoy stanie na jej drodze?
— Merlinie, dlaczego tak się nade mną znęcasz? Gdzie popełniłam błąd? — zapytała błagalnie, patrząc w niebo.
Zerknęła przelotnie przez ramię. Nikogo nie było w jej zasięgu, więc odetchnęła z ulgą. Pragnęła jedynie spędzić ten dzień z dala od nich. Najlepiej samotnie. Tak, to najlepsze rozwiązanie. Miała dość ciągłych wyrzutów i oskarżeń. Była na Teneryfie, powinna się cieszyć, a nie smucić. To fakt, powinna.
Nagle coś mignęło przed jej oczami. Zamrugała dwa razy, patrząc w tamtym kierunku. Kolorowe światła zaświeciły jeszcze raz, eksponując duży napis „BAR”. To było jak znak z niebios. Czyżby Merlin zechciał ją wspomóc w niedoli?
Uśmiechnęła się lekko. Jeszcze chwilę temu nie brałaby tego pod uwagę, ale w sumie, nie miała nic do stracenia. Cichy głosik z tyłu głowy szeptał coś o konsekwencjach i prawdopodobnym jutrzejszym bólu głowy, ale ciekawość i chęć zrobienia czegoś wbrew sobie zdawały się przejąć kontrolę nad jej ciałem.
Ostatni raz zerknęła na morze, a potem nie wahając się ani chwili, udała się prosto do baru, ignorując głos rozsądku.

~*~*~*~*~*~

Jak można było się domyślić, bar na plaży nie był wypełniony po brzegi. Młodzi ludzie siedzieli głównie na zewnątrz, sącząc drinki i rozmawiając z rówieśnikami. W środku przebywali starsi panowie, kontemplujący nad swoim życiem, co zdawało się trwać wieczność. Hermiona była jedyną, która zajmowała obrotowe krzesła ustawione przy kontuarze. W dłoni obracała kieliszek, przy okazji zastanawiając się nad sensem wydarzeń dzisiejszego dnia. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie podzieliła się z kimś swoimi spostrzeżeniami. Padło na barmana, który wyglądał tak, jakby jej postawa i chęć do zwierzeń, nie była zaskoczeniem. Zapewne w swojej pracy już wiele słyszał, dlatego cierpliwie znosił jej żale.
— Faceci to świnie — oświadczyła zdecydowanym głosem, co skomentował cichym prychnięciem. Pomimo faktu, że kobieta była trochę wstawiona, zauważyła jego reakcję i nie omieszkała zinterpretować tego po swojemu. — Pewnie myślisz, że przemawiają przeze mnie stereotypy? Cóż, muszę cię zmartwić. To wniosek płynący z osobistych doświadczeń. Bo widzisz, w zasadzie wokół mnie kręcą się sami mężczyźni: w szkole, w pracy, w życiu prywatnym i nawet tutaj! Wyobrażasz sobie, że przyjechałam na Teneryfę i od razu wpadłam na jednego, a potem drugi zaczepił mnie przed hotelem? Mnie!
Barman zmierzył ją wzrokiem, wycierając blat.
— Wcale im się nie dziwię — powiedział.
Hermiona spojrzała na niego krzywo.
— A ja tak, ponieważ przyleciałam tutaj z jednego powodu: chciałam uciec od faceta. I co? Jak na złość wszystko obraca się przeciwko mnie.
— Jestem pewien, że nie jest aż tak źle. Wybacz moje pytanie, ale dlaczego…
— Zwiałam? — dokończyła za niego, dopijając resztkę drinka i odstawiając kieliszek z trzaskiem na blat. Mężczyzna jakby machinalnie podsunął kolejny w okolice jej dłoni. Widząc jego gest, uśmiechnęła się lekko. — To długa historia i w sumie nie wiem, czy jest sens ci ją opowiadać. Wiesz, nie chcę cię zanudzić.
Mężczyzna zerknął na nią, posyłając miły uśmiech.
— Ktoś mądry kiedyś powiedział, że wygadanie się przed obcym pomaga bardziej, niż rozmowa z przyjaciółką.
— Nie mam przyjaciółek — wtrąciła.
— Więc nie krępuj się. W końcu po to tu jestem — oświadczył, mrugając porozumiewawczo.
Hermiona westchnęła przeciągle. Niezbyt chciała zwierzać się ze swoich problemów komuś, kogo znała tak krótko, ale… może to pozwoli jej pozbierać myśli, które ignorując przyjemne wirowanie po alkoholu, nadal kłębiły się w jej głowie. Po chwili podjęła decyzję.
— Okej, sam tego chciałeś. Chyba najlepiej będzie, jak po prostu zacznę i gdybyś nie przerywał, chyba że za bardzo zboczę z tematu, ale znając mnie, to się nie będzie miało miejsca.
— Jasna sprawa.
— Zastanawiałeś się, dlaczego wyjechałam. Cóż, wydawało mi się, że tworzę wspaniały związek z moim chłopakiem. Teraz już byłym. Znaliśmy się jak łyse konie, razem na dobre i na złe. Pracowaliśmy w ministerstwie i mogłoby się wydawać, że wszystko było dobrze. Przynajmniej ja tak myślałam. Niedawno zrozumiałam, że coś go gnębiło, ale oczywiście nic nie mówił, tłumiąc w sobie emocje. Spędzałam coraz więcej czasu w pracy, rzadko przebywałam w domu. Wiedziałam, że nie jest zadowolony z tego powodu, ale co mogłam poradzić, skoro goniły mnie terminy? Nie układało nam się, jednak nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Pewnego sobotniego wieczoru zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że on też podziela moje zdanie. Chciałam, abyśmy coś zadziałali w tej sprawie i wtedy Ron zaproponował wspólne wakacje. Pomysł brzmiał fantastycznie, a los uszczęśliwił mnie podwójnie, bo miałam okazję wziąć kilka dni urlopu. Bez wahania z tego skorzystałam. I tak kilka dni temu wracałam z pracy ze świadomością, że za niecałą dobę będę daleko od Londynu z mężczyzną, którego kocham. Niestety mój entuzjazm ostudziły późniejsze wydarzenia. Weszłam przez furtkę na posesję, sięgnęłam do torebki po klucze i wtedy omyłkowo nacisnęłam klamkę, a drzwi ustąpiły. W pierwszej chwili myślałam, że to włamywacz, więc bojowo nastawiona, weszłam do środka. Moja wyobraźnia tworzyła najczarniejsze scenariusze, ale to, co zobaczyłam, przeszło najśmielsze oczekiwania. — Uniosła wzrok, patrząc sugestywnie na barmana. — Jak myślisz, o czym mówię?
Mężczyzna odstawił kufel, zastanawiając się nad jej pytaniem. Podejrzewał, że miało to związek z jej facetem, skoro nazwała go byłym. Postanowił zaryzykować.
— Skoro twierdzisz, że faceci to świnie, więc pewnie twój coś nawywijał. — Hermiona przytaknęła, dając mu do zrozumienia, że idzie w dobrym kierunku. — Znalazłaś go w objęciach innej? — zapytał, próbując trafić.
— Bingo! — krzyknęła kobieta, klaskając w dłonie. — Jednak sprecyzuję, zastałam ich obściskujących się w moim domu, mojej kuchni i na moich meblach. Ona pracuje jako sekretarka w moim departamencie i mówiąc szczerze, nigdy nie darzyłyśmy się szczególną sympatią. Chociaż nawet się temu nie dziwię, bo jest zarozumiałą, blond dziunią, która myśli, że bogaty tatuś zorganizuje jej życie. Ale wracając do opowieści… to było jak cios prosto w serce, szczególnie że z ich rozmowy dowiedziałam się, że nasz wspólny wyjazd miał być tanią mistyfikacją. Ja byłabym przekonana, że wszystko się układa, podczas gdy on wił sobie z nią gniazdko. Nie mogłam tego tak zostawić.
— Niech zgadnę, zrobiłaś coś spektakularnego?
Hermiona parsknęła śmiechem.
— Jeśli spektakularnym można nazwać kłótnię z byłym, powiedzenie kilku słów prawdy jego kochance i ekspresowe spakowanie walizki, a później ucieczkę na lotnisko, to tak.
— Spodziewałem się czegoś większego.
Wzruszyła ramionami, udając zawiedzenie.
— Wybacz, że muszę cię rozczarować. Chyba po prostu efekty specjalne nie są moją mocną stroną. Tak czy owak, następnego dnia siedząc w samolocie, miałam świadomość, że postąpiłam słusznie, chociaż w głębi serca czułam ogromny zawód.
— Nic dziwnego, rany były jeszcze świeże.
Skinęła głową, gdy upiła trochę drinka.
— Tak, to prawda, jednak świadomość, że przez kilka dni będę na Teneryfie, jakoś poprawiała mi nastrój. Planowałam wylegiwać się na leżaku, godzinami czytać, zwiedzać, a tymczasem…
— Wpadłaś na kogoś na lotnisku, dobrze pamiętam?
— Dokładnie tak, ale o nim opowiem za chwilę. Najpierw czas na rasowego podrywacza. Zaczęło się standardowo — przyjechałam do hotelu, a on do mnie podszedł, zaczynając rozmawiać. Był radosny, miły i kipiał pewnością siebie. Pamiętam, że rzucił jakąś uwagą, która niezbyt mi się spodobała, ale później zapoznaliśmy się. W hotelu zabawiał mnie rozmową, a potem zjedliśmy razem obiad. Wydawać by się mogło, że po prostu chciał być kulturalny, ale tak naprawdę tylko udawał. — Barman posłał jej pytające spojrzenie. — Skąd to wiem? Cóż, opowiadał, jak to uwielbia zwiedzanie i wycieczki krajoznawcze, a tymczasem okazuje się, że to tylko pozory! Wczoraj byliśmy w Loro Parku i nawet przez sekundę nie zainteresował się tym, co mówił przewodnik. Rasowy podróżnik, też mi coś! — prychnęła, przypominając sobie znudzoną minę Mateo.
Barman wzruszył ramionami.
— Z tego, co się orientuję to, w zasadzie nikt ich nie słucha. Przewodników, mam na myśli.
— Ja słucham, zawsze. Zadaję mnóstwo pytań, bo to jedyna okazja, żeby dowiedzieć się czegoś ciekawego, mając przy tym jednocześnie możliwość doświadczenia tego.
Otworzył szeroko oczy ze zdumienia.
— Serio? W gruncie rzeczy nie dziwię się temu podrywaczowi, jak to go pieszczotliwie nazwałaś. Jeśli interesują cię takie rzeczy, to są dwie opcje: jesteś pasjonatem lub…
— Wariatką? — dokończyła, widząc jego zmieszanie, co spowodowało, że zaśmiała się krótko. — Nie przejmuj się, często w swoim życiu słyszałam takie słowa, więc ten jeden raz niewiele zmieni. To prawda, czasem zachowuję się dziwnie, ale ja po prostu lubię dużo wiedzieć i naprawdę dobrze się wczoraj bawiłam.
— Cieszę się.
— Ja w sumie też, chociaż dzisiaj spotkałam go na plaży i dowiedziałam się, że jest na mnie zły, bo wolałam przewodnika od niego. No przepraszam, ale to on zniknął i zaczął rozmawiać z inną, a teraz to ja wychodzę na tą złą. Gdzie tu logika?
— Może poczuł się odtrącony?
Hermiona machnęła z pogardą ręką.
— Prawda jest taka, że nic mu nie obiecywałam i od razu jasno postawiłam granice. Nie moja wina, że zinterpretował to po swojemu. — Wzięła w dłoń kieliszek i duszkiem wypiła jego zawartość. — Wiesz, co mnie najbardziej martwi?
— Kusi mnie, żeby zapytać, ale pewnie sama powiesz — wymamrotał, nie mogąc się powstrzymać przed nutą ironii w głosie.
Rzuciła mu spojrzenie pełne politowania, ale kontynuowała.
— Najbardziej dziwi mnie fakt, że z wczorajszej wycieczki najlepiej wspominam ostatnie wydarzenia. Oglądaliśmy pokazy artystyczne morskich zwierząt i wtedy dosiadł się do mnie ktoś, kogo nawet się nie spodziewałam…
— Ten z lotniska?
Hermiona skinęła głową, a gdy otworzyła usta, by coś powiedzieć, wyczuła czyjąś obecność obok siebie. Zerknęła przelotnie w tamtą stronę i wtedy usłyszała…
— Whisky z lodem proszę.
Jej oczy omal nie wyszły z orbit, ponieważ bardzo dobrze znała ten głos.
— Malfoy! Na Merlina, co ty tu robisz? — powiedziała, nie mogąc się powstrzymać.
Draco zdawał się oczekiwać na to pytanie, ponieważ nawet nie podskoczył z zaskoczenia. Zauważyła, że mamrocze coś niezrozumiałego pod nosem. Potem wziął głęboki oddech i powoli obrócił głowę w prawo, a na jego ustach błąkał się zarys uśmiechu. W międzyczasie barman podsunął zamówiony drink, więc trzymając go w dłoni, powiedział:
— To, co ty, Granger. Przyszedłem się napić.
Przez chwilę przyglądała mu się, szukając ukrytych motywów jego przebywania akurat w barze. Prawdopodobnie jej wzrok był coraz bardziej przenikliwy, bo w końcu zapytał:
— Co tak na mnie patrzysz? Nie możesz się nadziwić, że jestem taki idealny?
— Udam, że tego nie słyszałam — odrzekła, dostrzegając rozbawienie Draco i barmana, który nawet nie starał się maskować. — Zastanawiam się, dlaczego przyszedłeś właśnie tutaj.
Wzruszył ramionami.
— Miałem ochotę na coś mocniejszego. Poza tym ten bar znajduje się najbliżej naszego hotelu.
— Chcesz mi powiedzieć, że to kolejny cholerny przypadek? — spytała, z trudem hamując złość. — Ile razy już to od ciebie słyszałam w ciągu tych trzech dni?
Draco potarł dłonią czoło, po czym zwrócił się do niej.
— Wiesz, Granger, nie mam już siły. Ciągle szukasz zwady, we wszystkim widzisz podstęp. Naprawdę nie jesteś pępkiem świata i chociaż raz odpuść. A jeśli nie wierzysz, że to zbieg okoliczności, zapytaj barmana. — Zerknął na mężczyznę, nie czekając na jej reakcję. — Ty pewnie wiesz, czy to najbliższy bar w okolicy hotelu „Albatros”?
Ten błądził wzrokiem między Hermioną i Draco, bijąc się z myślami. W sumie nie chciał nikogo denerwować, a kobieta wyglądała tak, jakby chciała zamordować swojego towarzysza. Cóż, w końcu i tak prawda wyjdzie na jaw, więc nie miał wyjścia. Wziął kolejną szklankę i zaczął nią czyścić.
— W okolicy hotelu jest wiele barów… — zaczął, dostrzegając triumf w oczach Hermiony, ale dalsza część jego wypowiedzi spowodowała, że radość ustąpiła miejsca rozczarowaniu. — Jednak ten został umiejscowiony najbliżej.
Draco uśmiechnął się szeroko.
— Widzisz, mówiłem. Jednak nie przyszedłem tu, żeby się kłócić, tylko napić, więc do dna. — Uniósł kieliszek w niemym toaście, poruszając sugestywnie brwiami, aby ona uczyniła to samo, jednak Hermiona nie poruszyła się nawet o milimetr, wyraźnie przejęta odniesioną porażką. Blondyn wypił drinka i postanowił kontynuować rozmowę. — Rozmawialiście o czymś, gdy wszedłem. Coś mnie ominęło?
Słysząc jego słowa, Hermiona jakby oprzytomniała i popatrzyła ze strachem na barmana, który otwierał usta, by coś powiedzieć, ale wtedy szybko pokręciła głową, dając mu do zrozumienia, że to nie jest dobry moment. Draco chyba to zauważył, ponieważ zmrużył oczy.
— Chodziło o mnie? — zapytał po prostu.
Przewróciła oczami.
— Malfoy, zrozum, że nie wszystko kręci się wokół ciebie — sparodiowała go. — To była taka luźna dyskusja. Możesz być spokojny. A teraz, wypij drinka i spadaj. Nie potrzebuję niańki — mruknęła, odsuwając się od niego.
On jedynie z politowaniem na nią zerknął.
— Myślisz, że chcę cię niańczyć? Nigdy w życiu! Tylko rozmawiamy, nie robię nic złego, nieprawdaż?
— Ale ja nie chcę rozmawiać! — krzyknęła, nie mogąc zapanować nad emocjami. — Tak trudno zrozumieć, że jedyne czego potrzebuję to samotność? Było dobrze, siedziałam tutaj sama, mogłam się wyżalić, za co bardzo ci dziękuję — powiedziała barmanowi, który wyglądał, jakby ta sytuacja bardzo go bawiła, po czym obróciła się do Draco i kontynuowała: — Ale oczywiście musiałeś się zjawić i wszystko zepsuć. Czy ty naprawdę nie masz własnego życia? Najpierw lotnisko, potem hotel i jeszcze wczorajsza wycieczka. W którym momencie nie dałam ci do zrozumienia, że twoja obecność mnie irytuje?
Draco słuchał jej wybuchu, ale bardziej był skupiony na obserwowaniu tego, jak kobieta z każdym wypowiedzianym słowem, przesuwała się na krześle i mało brakowało, żeby z niego spadła.
— Malfoy, czy ty mnie w ogóle słuchasz? — zapytała z irytacją.
Podniósł wzrok, wskazując palcem krzesło.
— Hm? Ach, tak, słucham, ale na twoim miejscu bym uważał, bo zaraz…
Hermiona wzniosła oczy ku niebu.
— Jeszcze będzie mnie pouczał! Ja dobrze wiem, co mam robić. Jak ty w ogóle śmie… Ała, Merlinie!
Tak jak przypuszczał, wylądowała na podłodze, między dwoma obrotowymi krzesłami. Wyglądała na zaskoczoną obrotem spraw, ale hart ducha nie pozwalał jej na użalanie się nad sobą. Niemal od razu zaczęła się podnosić, jednak bezskutecznie. Barman wychylił się zza kontuaru i gdy miał zapytać, czy wszystko w porządku, Draco pojawił się obok kobiety, unosząc ją bez słów. Jej oczy wyszły z orbit, gdy zorientowała się, że stoi w jego ramionach i zaczęła się szamotać. Kiedy ją puścił, osunęła się na ziemię, mamrocząc coś pod nosem. W odpowiedzi przewrócił oczami i znów pomógł jej wstać, ale teraz nie zamierzał jej ustępować. Wyciągnął z kieszeni pieniądze i rzucił na blat, po czym popatrzył na Hermionę.
— Wydaje mi się, że masz już dość. Zaprowadzę cię do hotelu. — Przeniósł wzrok na barmana. — To za nas oboje. Reszty nie trzeba.
Pracownik baru skinął głową, chowając banknot do kasy, a Draco, podtrzymując Hermionę, skierował się do wyjścia, ignorując jej jęczenie. Kiedy byli na zewnątrz i zeszli po schodach, od razu wyrwała się z jego objęć, posyłając pełne irytacji spojrzenie.
— Dlaczego to zrobiłeś? — zapytała, wskazując palcem bar. — Nawet nie jestem pijana! Nie musiałeś mnie stamtąd wyprowadzać jak psa.
Draco popatrzył na nią z politowaniem.
— Powinnaś mi podziękować, przynajmniej tak robią kulturalni ludzie.
Parsknęła śmiechem.
— Że co, proszę? Za co miałabym być ci wdzięczna?
Wzruszył ramionami, chowając ręce do kieszeni.
— Może za to, że nie narobiłaś sobie wstydu? Wiesz, to, że znajdujemy się w obcym kraju, nie oznacza, iż możemy przekraczać granice. Więc, w sumie mógłbym nazwać siebie bohaterem.
Hermiona zamrugała kilka razy, chcąc zrozumieć sens jego słów. Coraz bardziej przerażała ją jego pewność siebie. To było dość niepokojące, ale w końcu to Malfoy, więc nie powinna być zdziwiona. Nie chciała słuchać jego przechwałek, dlatego poprawiła ubranie i popatrzyła na niego zdecydowanym wzrokiem.
— Nazywaj siebie jak chcesz, nic mi do tego. Chyba najlepiej będzie, jak zostawię cię sam na sam z twoim ego. Poza tym jestem zmęczona i idę do hotelu. Cześć!
Po tych słowach obróciła się na pięcie i chwiejnym krokiem ruszyła przed siebie. Zrobiła może z dziesięć kroków, gdy usłyszała:
— Idziesz w złym kierunku!
Zamknęła oczy, próbując opanować nerwy. Zatrzymała się i odwróciła, widząc jego roześmianą twarz. Żałowała, że nie może się teleportować, bo wtedy nie musiałaby obserwować triumfu, malującego się na jego przeklętej twarzy. Wyprostowana przeszła obok mężczyzny, starając się go ignorować. Miała nadzieję, że da jej spokój i nie będzie za nią szedł. Jednak także tym razem jej prośba nie została spełniona. Dosłownie pięć sekund później, usłyszała szuranie po piasku i poczuła intensywny zapach perfum. Kusiło ją, aby zerknąć w tamtą stronę, ale powstrzymała się i hardo szła przed siebie, co chwilę chybocząc się na nogach.
Kilka minut upłynęło w ciszy. Hermiona próbowała zachować równowagę, a Draco z rozbawieniem przyglądał się jej poczynaniom. Nagle kątem oka zauważył leżaki ustawione w szeregu blisko wydmy. Coś mu podpowiadało, że kobieta nie da rady iść w tym stanie do hotelu i powinna chwilę odpocząć. Zastanawiał się, jak jej to zasugerować, aby znów nie zmieszała go z błotem. Jak na zawołanie Hermionie zaplątały się nogi i mało brakowało, żeby upadła na piasek. Na szczęście Draco był tuż obok i ją podtrzymał. Gdy poczuła jego dłonie, odskoczyła jak oparzona i rzuciła mordercze spojrzenie.
— Co w ciebie wstąpiło? — zapytała. — Odkąd to ciągle mnie dotykasz?
Był wyraźnie poirytowany jej wybuchem.
— Ja tylko chciałem pomóc, czy to coś złego.
Hermiona wzniosła oczy ku niebu, nerwowo gestykulując.
— O tak, wielki wybawca się znalazł. Nie potrzebuję twojej pomocy, poradzę sobie sama.
— Nie wydaje mi się.
— Nic mi nie jest! Wypiłam tylko trochę, zaraz mi przejdzie — bąknęła, ruszając przed siebie dziarskim krokiem i zostawiając za sobą Draco.
On jednak nie zamierzał odpuścić i szybko podbiegł do niej, wskazując ręką leżaki.
— Myślę, że powinnaś odpocząć, widzisz tamte leżaki? Usiądziemy na chwilę, trochę wytrzeźwiejesz i wrócimy do hotelu.
Nie zamierzała poddawać się jego pomysłom. Miała własny punkt widzenia na tę sytuację, dlatego popatrzyła na niego ze złością, mówiąc:
— Nie chcę, dam sobie radę.
Po czym ominęła go i maszerowała dalej, mamrocząc pod nosem coś o zarozumiałych facetach, którzy myślą, że zawsze mają rację. Draco wyglądał tak, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi, dlatego postanowił zmienić taktykę.
— Nie musimy rozmawiać, tylko posiedzimy! — krzyknął, zerkając przez ramię na oddalającą się kobietę.
Miał nadzieję, że to ją przekona. Chociaż z początku wydawało się, że nie dosłyszała jego słów, zatrzymała się, co dawało nadzieję na sukces. Stała tak przez kilka sekund i nagle obróciła się w lewo, by bez słów ruszyć we wskazanym przez niego kierunku. Draco z satysfakcją się uśmiechnął i powoli szedł w stronę wydm. Obserwował, jak Hermiona przyglądała się leżakom, a po chwili czyściła z piasku ten ustawiony po lewej stronie, po czym usiadła na nim, twardo unikając wzroku mężczyzny. Draco nawet tego nie skomentował, tylko sparodiował ją i zajął leżak z prawej.
Obserwowali morze, czując na skórze bryzę. Morskie fale niemal hipnotyzowały swoim pięknem i prostotą. Draco nie mogąc się powstrzymać, zerknął na Hermionę, która zacisnęła usta w wąską linię i wyglądała tak, jakby chciała zamordować wszystkich przebywających w jej pobliżu. Obawiając się o własne życie, postanowił spełnić daną wcześniej obietnicę i nie zagadywać jej. Jednak nie mówił, że nie będzie na nią patrzeć, prawda? Przypomniał sobie sytuację sprzed kilku godzin, kiedy to omal na niego nie wpadła, wychodząc ze swojego pokoju. Była czymś wyraźnie poirytowana i chyba nadal kumulowała w sobie tę złość. W barze wspominała coś o wyżaleniu się barmanowi. Merlin wie, o jakich żalach mówiła. Podejrzewał, że w opowieści przewinęło się jego imię, pomimo tego, iż kobieta zarzekała się, jakoby nie miało to miejsca. W gruncie rzeczy bawiło go to, ale jakaś nieodparta chęć dowiedzenia się, co trapi Granger, powoli przejmowała nad nim kontrolę. Miał świadomość, że nie powinien się wtrącać w nie swoje sprawy, jednak… ciekawość zwyciężyła. Zerknął na nią, chcąc wybadać sytuację, a gdy zauważył, że rysy jej twarzy jakby się poluźniły, postanowił się odezwać.
— Granger?
Hermiona odwróciła w jego stronę głowę.
— Czego nie rozumiesz w zdaniu „Nie będziemy rozmawiać”? Jestem tutaj tylko, dlatego że obiecałeś, że nie będę musiała strzępić języka.
Uśmiechnął się lekko.
— Znasz mnie, nie umiem dotrzymywać obietnic.
— O tak, w sumie nie wiem, dlaczego jestem taka zdziwiona — prychnęła, kręcąc z dezaprobatą głową. — Może to dziwne, ale część mnie jest ciekawa, co chciałeś powiedzieć, mimo tego, że rozsądek podpowiada, żeby nawet o to nie pytać.
Draco przez chwilę na nią patrzył, nawet nie ukrywając rozbawienia.
— Granger, ja wiem, że jesteś trochę wstawiona, jednak logiczność tego zdania aż poraża. Na szczęście nie musisz powtarzać — zrozumiałem, o co chodzi. Chciałem po prostu zapytać, czy wszystko w porządku. Jesteś jakaś rozkojarzona, a przed południem wyskoczyłaś z pokoju jak oparzona i o mało mnie nie staranowałaś…
— Co? Kiedy? — zapytała z zaskoczeniem.
— Dzisiaj.
Hermiona zmarszczyła czoło, próbując sobie przypomnieć wydarzenia z minionego dnia. Wypity alkohol trochę zaburzał chronologie wydarzeń, ale powoli poskładała wszystko w całość. Momentalnie wróciły wspomnienia i posmutniała, chowając twarz w dłoniach. Nie chciała do tego wracać, właśnie dlatego udała się do baru.
Draco przypatrywał się jej z zaciekawieniem. Co takiego miało miejsce, że aż tak nią wstrząsnęło? Zastanawiał się, czy powinien w ogóle drążyć ten temat.
Kobieta westchnęła przeciągle i wyciągnęła na leżaku, zakładając ręce na piersi. Patrzyła przed siebie, nic nie mówiąc, dlatego blondyn odpuścił. Cisza między nimi zdawała się wlec w nieskończoność, gdy nagle przerwał ją głos Hermiony.
— Chodziło o Rona — wymamrotała. — Rozmawiałam z nim przez telefon.
Draco usiadł, zastanawiając się, czy dobrze zrozumiał jej słowa. Przecież to czysta abstrakcja!
— Łasica umie obsługiwać telefon? — zapytał mało inteligentnie, co spowodowało, że Hermiona parsknęła śmiechem.
— Zaskakujące, prawda? Cóż, gdy usłyszałam jego głos, byłam przerażona.
Draco uniósł jedną brew, coraz bardziej zdumiony.
— Dlaczego? Przecież jesteście razem, powinnaś się cieszyć, że do ciebie dzwoni.
Sparodiowała jego gest.
— Skąd wiesz, że byliśmy parą? Przecież zniknąłeś jakiś czas temu.
— Em... domyśliłem się, okej?
Hermiona machnęła ręką.
— W sumie nie ma co się dziwić, bo tworzyliśmy parę od czasów szkoły. Nie wiem jakim cudem udało nam się przetrwać tyle lat. Pracowaliśmy w Ministerstwie Magii, wydawało się, że jest idealnie, ale… to były tylko pozory. — Naciągnęła sweter na ramiona, czując lekki chłód. — Rzuciłam go przed przylotem na Teneryfę.
Oczy Draco otworzyły się szeroko.
— Że co, proszę?
Jego reakcja spowodowała niekontrolowany wybuch śmiechu u kobiety.
— Trudno w to uwierzyć? Cóż, nigdy nie przypuszczałam, że do tego dojdzie, ale Ronald mnie… zdradził. Pewnie będziesz jeszcze bardziej zaskoczony, gdy powiem, że z Dafne Greengrass.
Tym razem to mężczyzna parsknął śmiechem.
— Z nią?
— Aha.
— Przecież to jedna z najgłupszych Ślizgonek. W sensie wiesz, Łasic także nie grzeszy inteligencją, ale z Dafne? Jak bardzo trzeba być zaślepionym, żeby wchodzić z nią w jakiekolwiek związki.
— Na pewno bez problemów trafiał do jej łóżka, czego nie omieszkała mi wypomnieć, gdy nakryłam ich w naszym — mruknęła z przekąsem.
— Typowa Dafne.
Hermiona wzruszyła ramionami.
— Nie wiem, jaka jest. Nie znam jej zbyt dobrze pomimo tego, że jest sekretarką w moim departamencie. Teraz już wiem, dlaczego tak podejrzliwie na mnie patrzyła. Chciała wybadać, czy już mi powiedział, ale Ron nigdy nie był skłonny do żadnych zwierzeń. Wyobrażasz sobie, że miał to zrobić na wspólnych wakacjach? To takie okrutne!
Draco w sumie nie był zdziwiony z takich planów rudzielca, ale w jakiś sposób chciał pocieszyć Hermionę, bo wydawało mu się to odpowiednie do sytuacji.
— No wiesz, to Łasic, nie możesz od niego wymagać zbyt wiele, bo by go to przerosło. Takie są fakty, Granger. Musisz się z tym pogodzić.
Przewróciła oczami.
— Jasne, pogodzić się, łatwo powiedzieć. Myślisz, że nie próbowałam? Jestem tutaj jakiś tydzień i wyglądało na to, że powoli zapominam, a później pojawiają się takie kwiatki jak dzisiaj! Wierzysz, że miał czelność do mnie zadzwonić? Merlinie, dlaczego mnie tak karzesz? Co ja ci zrobiłam?
Draco wyciągnął się na leżaku, zakładając ręce za głowę i szeroko się uśmiechając.
— Dokonałaś w życiu złych wyborów, ot co — oświadczył.
Przez chwilę zapanowała cisza, ale potem usłyszał cichy chichot. Zerknął w tamtym kierunku i zobaczył rozbawioną Granger. Uchwyciła jego spojrzenie.
— Ty niby zawsze postępowałeś tak, jak powinieneś — powiedziała dosadnie. — Nie chodzi mi o lata szkolne. Wojna się skończyła, wszystko wróciło do normy, a ty zniknąłeś. Tak po prostu.
— Nie potrafiłem tak żyć, musiałem coś zmienić.
Hermiona zmrużyła oczy.
— Czy ja dobrze słyszałam? Potrzebowałeś zmian? — Draco na potwierdzenie przytaknął. — To dlaczego nie poinformowałeś o tym swojej matki? Gdybyś to zrobił, nie przychodziłaby do Ministerstwa i nie robiła awantur o to, że cię nie szukamy.
Szczęka Draco opadła niemal do ziemi. Nie potrafił znaleźć słów, aby wyrazić swoje zaskoczenie.
— Nie wiedziałeś o tym? — spytała, widząc jego reakcję.
Pokręcił głową.
— Oczywiście, że nie. Prawda, zniknąłem z dnia na dzień. Miałem dość tych ciągłych spojrzeń, szeptów. Nie mogłem żyć tak, jak rodzice, którzy udawali, że nic się nie zmieniło. Jednak to dziwne, że matka zgłosiła moje zaginięcie, przecież zostawiłem jej list, że będę z Blaise’em i wszystko się ułoży, miałem plan.
Hermiona zamyśliła się przez chwilę.
— Nie wiem, może twoja wiadomość do niej nie dotarła. Jeśli wiesz, o czym mówię — powiedziała tajemniczo, a on od razu wychwycił, o co jej chodzi.
— Myślisz, że mógłby?
Wzruszyła ramionami.
— Kto wie?
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
— Mówiłeś coś o Blaisie i jakimś planie? O co chodziło?
Draco popatrzył na nią z niedowierzaniem.
— Naprawdę chcesz wiedzieć?
Westchnęła głośno.
— Z jednej strony nie, bo aż się boję, co to mogło być, ale z drugiej opowiedziałam ci o swoim życiu, więc liczę na rewanż. Udźwigniesz to? — zapytała wyzywającym tonem.
Uśmiechnął się w swoim stylu.
— Lubię wyzwania i w sumie mogę ci trochę opowiedzieć, tylko to długa historia, więc nie wiem, czy chcesz tego słuchać.
Hermiona uniosła dłoń, poprawiając się na leżaku.
— Poczekaj, tylko dobrze się ułożę. Merlinie, dlaczego to drewno jest takie twarde. Już czuję jutrzejszy ból pleców — mamrotała pod nosem. Kiedy zajęła odpowiednią pozycję, ponagliła go gestem ręki. — No dalej, zamieniam się w słuch.
Draco przyglądał się jej. Nie przypuszczał, że po alkoholu może być taka… normalna. Nie prawiła morałów, żartowała i na dodatek chciała go słuchać. Korzystając z okazji, wrócił do półleżącej pozycji i zaczął opowiadać, patrząc na morze.
— Tak, jak mówiłem, wszystko zaczęło się po wojnie. Nie potrafiłem znieść tych pełnych zawiści spojrzeń i szaleństwa mojego ojca. Jego obsesja zaczęła udzielać się matce i wszystkim dookoła. Nie umiałem sobie z nim poradzić, więc stwierdziłem, że muszę coś zrobić. Szukałem rozwiązania, spędzałem dużo czasu z Blaise’em, który pewnego dnia palnął coś o ucieczce. Początkowo go wyśmiałem, bo jak to? Ja, Draco Malfoy, mógłbym uciec? Długo nad tym rozmyślałem i pewnego dnia ten pomysł zaczął się urzeczywistniać. Robiłem listy potrzebnych rzeczy, analizowałem mapy. Oczywiście w ukryciu. Gdy miałem w głowie jakiś zarys planu, przedstawiłem go Blaise’owi, ale on stwierdził, że nie możemy poruszać się po magicznym świecie. Musimy zaryzykować i zwiać do… mugoli.
Słysząc ostatnie słowo, Hermiona zamrugała kilka razy i poderwała się do pozycji siedzącej.
— Wy do mugoli? Ty i on? Czy wyście do reszty zwariowali?
Uśmiechnął się kpiąco.
— Wiedziałem, że tak zareagujesz, zresztą moja odpowiedź brzmiała podobnie. Dołączyłem tylko kilka przekleństw, ale sens pozostał ten sam. Nie chciałem realizować tego idiotycznego pomysłu. Jednak postępowanie mojego ojca sprawiło, że niemal z dnia na dzień zmieniłem zdanie. Ciągle komentował moje zachowanie, nazywał nieudacznikiem, bo nie potrafiłem i chyba nie chciałem, być taki jak on. Na dodatek wpadł na pomysł wyswatania mnie z czarodziejką czystej krwi, której nawet nie znałem. Wiem, że miał do tego prawo, z powodu tradycji w naszej rodzinie sięgającej parę pokoleń wstecz, ale nie mogłem się na to zgadzać. Dzień przed ucieczką powiadomiłem Blaise’a o swojej decyzji, a rankiem napisałem list do matki, schowałem go w jej rzeczach i teleportowałem się do kumpla. Wyglądał tak, jakby na mnie czekał, bo niemal natychmiast wyruszyliśmy.
Hermiona leżała z zamkniętymi oczami i wyglądała tak, jakby spała.
— I co, poradziliście sobie w mugolskim świecie? — wyszeptała, przerywając jego wywód.
Przytaknął, wyraźnie z siebie zadowolony.
— Oczywiście, w końcu to my. Ale tak na serio, to początki nie były łatwe. Często nawet proste czynności sprawiały nam trudność. O dziwo ludzie brali nas za nieokrzesanych turystów zza granicy, którzy nie umieją wsiąść do odpowiedniego autobusu lub kupić biletu. Mijały dni, tygodnie, miesiące a my oswajaliśmy się z tym światem i postanowiliśmy coś zrobić ze swoim życiem — pójść na studia. Wiesz, że Internet jest ogromnym skarbcem? Trochę się nagimnastykowaliśmy i sporo zapłaciliśmy, ale finalnie zdobyliśmy fałszywe dokumenty i certyfikaty. Architektura od zawsze mnie interesowała, a Blaise zapewne nie chciał zostawiać mnie samego. Może to zabrzmi mało skromnie, ale szło mi całkiem nieźle i na trzecim roku otrzymałem propozycję stażu w ArchDesing. Nie było łatwo, ale szef nie narzekał, więc byłem zadowolony. Później dołączył Blaise i pracowaliśmy razem. Wydawać by się mogło, że nic nie jest w stanie tego zniszczyć, prawda? Cóż, wszystko posypało się cztery dni temu. Gdyby nie ten pierdolony projekt i Nott, może nadal…
Zerknął przelotnie na kobietę, czekając, aż skarci go za rzucone przekleństwo i zacznie wypytywać o Teodora, ale nie miało to miejsca. Zdziwił się nieco, ale wszystko zrozumiał, gdy bardziej się jej przypatrzył.
Miała zamknięte oczy i rozluźnioną twarz. Włosy opadały w nieładzie na ramiona. Oddychała miarowo, trzymając ręce ułożone na piersi. Spała. Wszystkie znaki na niebie i ziemi o tym świadczyły.
Parsknął śmiechem. Czyżby jego opowieść ją uśpiła? Ta historia była aż tak nudna? Drugim powodem mógł być wypity alkohol. Tak, ta wersja bardziej do niego przemawiała. Wrócił myślami do jej wywodu o Łasicy i Dafne. Nie mieściło mu się w głowie, że Greengass mogłaby coś od niego chcieć. Chociaż we wszystkim miała ukryty cel, więc może nie powinien być tak zaskoczony.
Niespodziewanie zimny dreszcz wstrząsnął jego ciałem. Rozejrzał się wokół siebie, nie rozumiejąc, co się dzieje. Podczas rozmowy, nie zauważył, jak morskie fale przybrały na sile, a bryza nie była już tak przyjemna dla skóry. Aż jęknął z przerażenia na myśl o nocy spędzonej na tym zimnie. Nie było mowy, że tu zostanie, ale… co z Granger? Gdyby zostawił ją samą, prawdopodobnie nie dożyłby końca urlopu, bo z rozkoszą pozbawiłaby go resztki godności. Poza tym obiecał, że zaprowadzi ją do hotelu. Cholerne obietnice.
Nie mając innego wyjścia, nachylił się nad nią i lekko złapał za ramię, potrząsając. Kilkukrotne próby dobudzenia jej spełzły na niczym. Nie było siły, która wyrwałaby ją z objęć snu. Próbował na szybko coś wymyślić i wtedy w głowie pojawiła się jedna, jedyna myśl. Nie napawała go optymizmem, ale przynajmniej dzięki temu pozostanie przy życiu.
Lewą rękę ostrożnie podłożył pod jej plecy, a prawą złapał za nogi. Bez problemu ją uniósł, była lekka jak piórko. Odczekał chwilę, poprawiając ją w ramionach tak, że oparła głowę o jego ramię. Nawet się nie poruszyła, więc wolnym krokiem ruszył w kierunku hotelu.

~*~*~*~*~*~

Winda zdawała się jechać w nieskończoność, a Draco powoli zaczynał czuć ciężar Hermiony. Usłyszał dźwięk i drzwi otworzyły się. Wyszedł na dywan i skierował się w stronę ich pokoi, przeklinając swoją głupotę. Dlaczego w ogóle się nią przejmował? Przecież nie musiał. Spojrzał w dół na rozluźnioną twarz kobiety i lekki uśmiech błąkający się na jej ustach. Nie chcąc okazywać zbędnych emocji, wyprostował się i po prostu szedł dalej.
Zatrzymał się przed pokojem Hermiony i dłuższy czas próbował wyjąć klucze z jej torebki.
Z problemem otworzył drzwi, po czym wszedł do środka. Od razu skręcił do sypialni, gdzie powoli ułożył kobietę na łóżku. Nie zapalał lampki, ponieważ do środka wpadała z latarni smuga światła. Sięgnął po kołdrę i przykrył Hermionę, która głośno odetchnęła przez sen. Przez chwilę na nią patrzył, nawet nie wiedząc dlaczego. Leżała tak spokojnie, niemal majestatycznie.
Otrząsnął się z letargu i postanowił niezauważalnie wyjść. Odwrócił się na pięcie i przeszedł przez próg, kładąc na szafce klucz do pokoju. Gdy był niemal przy wyjściu, usłyszał cichy szept.
— Malfoy?
Wychylił się zza filaru i popatrzył na nią. Dostrzegł błyszczące, otwarte oczy. Przełknął ślinę i odchrząknął.
— Tak?
— Dziękuję, dobrze się bawiłam.
Uniósł ze zdziwienia brwi.
— Co, proszę? — dopytał.
Jednak zamiast odpowiedzi usłyszał ciche pochrapywanie. Nie do końca rozumiał, co znaczyły jej słowa. Przecież on tylko z nią rozmawiał. Naprawdę mu dziękowała? Co w nią wstąpiło?
— Kobiety… — mruknął pod nosem, po cichu wychodząc z pokoju 615, uprzednio zamykając za sobą drzwi.
Gdy kilka sekund później położył się na swoim łóżku, w głowie wciąż rozbrzmiewały słowa Hermiony. Nie wiedział, że to zwiastun wielu nieoczekiwanych wydarzeń najbliższych dni.
__________

Witajcie :) wreszcie nadszedł ten dzień, gdy publikuję kolejny rozdział opowiadania. Wiem, że trochę musieliście na niego czekać, ale mam wielką nadzieję, iż nie zawiedzieliście się. Chciałam pokazać trochę inne oblicze Hermiony i jak tak czytam te dialogi, to raczej mi się to udało, ale ocenę pozostawiam Wam.
Tradycyjnie proszę o komentarze, bo one są wielką nagrodą za trud włożony w napisanie tych kilku tysięcy słów. Oczywiście dziękuję Rzan. za betę, jak zwykle wykonała kawał dobrej roboty!
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!
Szablon